Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Pożyteczny Pan Stefan

Tak, właśnie chodzi o zaciętość. System III RP potrzebuje także takiego sektora elektoratu, któremu coś się w głowach zacięło. Ludzi, którym zacięło się dostatecznie mocno.

Autor:

Tak, właśnie chodzi o zaciętość. System III RP potrzebuje także takiego sektora elektoratu, któremu coś się w głowach zacięło. Ludzi, którym zacięło się dostatecznie mocno. Na tyle mocno, by automatycznie, bez żadnych wątpliwości powtarzali swoje anty-Kaczyńskie, anty-PiS-owskie lęki. By nie utracili kolanowych odruchów swoich mózgów. By trwali.

Pan Stefan to nie byle kto. Pan Stefan zabiera głos. Pan Stefan ożywia. Pan Stefan podnosi oglądalność. W jaki sposób? Bulwersując. Podnosząc ciśnienie u jednych. I samoocenę u drugich. Jak to robi? Emocjonalnie. Bo Pan Stefan zachowuje się jak puszek-kłębuszek. Kłębuszek emocji.

Pan Stefan jest posłem. Był wicemarszałkiem. Jest profesorem. Był senatorem. I pan Stefan jest stałym gościem w naszych domach.

Albowiem Pan Stefan jest pożyteczny. Nie. Jednak chyba nie. Spojrzawszy kompleksowo, należy powiedzieć coś więcej:

Pan Stefan jest funkcjonalny

Funkcjonalny dla systemu władzy III RP. A dokładniej – funkcjonalny dla motywowania i dyscyplinowania najbardziej bezinteresownych i gorliwych wielbicieli tego systemu.

Nie idzie bowiem tylko o klientelistyczny (kolesiowy) elektorat partii obecnie rządzących: Platformy oraz PSL. Idzie o elektorat systemu III RP jako pewnej rozciągniętej już w czasie całości, jako o pewny splot kulturowo-układzikowy. O dzisiejszym elektoracie systemu III RP mówiłem już w TV Trwam i pisałem też w „Gazecie Polskiej” (z 16 maja 2012 r.) w tekście „Zdrowy elektorat chorego systemu”. Ale wtedy uchwyciłem tylko część obrazu. Teraz pora na dodatkowe elementy układanki. Na…

…chory elektorat chorego systemu

Elektorat PO-PSL jest zróżnicowany. Obejmuje grupy, które PO-PSL popierają racjonalnie, czysto interesownie, bo dzięki rządom tych partii grupy te podczepiły się do sieci nieformalnych korzyści. Obejmuje także grupy osób, które w jakiś sposób zaakceptowały kulturowy wymiar przekazu Platformy: obietnice liberalne, w tym „niekłanianie się księżom”. Obejmuje i grupy, które nie uczestniczą w żadnych klientelistyczno-korupcyjnych powiązaniach, ale cieszy je uspokajające wrażenie, iż ta władza niczego od nich, obywateli, nie wymaga.

Ale jest też grupa wielbicieli Platformy gorących, „wściekłych”. To osoby oraz środowiska, które swoje poparcie dla PO chętnie deklarują głośno, dla których wyrocznią jest „Gazeta Wyborcza”, a TVN24 jest GPS. Ludzie, którzy czują obowiązek głośnego przestrzegania przed zbrodniami kaczyzmu. Słowem, środowiska szczerych PiS-ofobów. Ludzi impregnowanych na racjonalne argumenty, ale stale domagających się emocjonalnego paliwa. Potrzebują oni stale ponawianych fundamentalnych nauczań i pohukiwań redaktorów „Wyborczej”, a zwłaszcza emocjonalnego paliwa, które Pan Stefan dostarcza najwdzięczniej.

Ostatnią rzeczą, jaką chcemy usłyszeć o ukochanej partii, jest gorzka prawda

Taki emocjonalny, mało intelektualnie otwarty elektorat ma także Prawo i Sprawiedliwość (zdarza się, iż jego przedstawiciele dają głos i pod moimi tekstami na portalu Niezależna.pl). Ale występuje interesująca różnica między „wściekłymi” pro-pisowcami a pro-platformersami. O ile ci pierwsi są z upodobaniem przez rozmaite telewizje pokazywani, o tyle ci drudzy są pieczołowicie ukrywani, trzymani pod korcem. I jest to politycznie racjonalne, bo telewizje owe grają w tej samej drużynie, co partie systemu III RP. Jest to także uzasadnione nie tylko este-, ale nawet ekstatycznie. Któż zniósłby tak dużą porcję szczerej nienawiści?

Platformowi „wściekli” są trzymani pod korcem, ale zarazem troskliwie dotleniani. Temu służy każde pojawianie się Pana Stefana na wizji. Wściekli z miast i miasteczek dowiadują się, że można być wściekłym posłem, marszałkiem i stałym gościem w programach TV. Są nie tylko nakręceni. Są dowartościowani.

Pan Stefan jako gość

Otóż istnieje obiektywny dowód komunikacyjnej wartości Pana Stefana. W połowie maja 2012 r. na portalu Gazeta.pl ukazał się wynik przeglądu wszystkich odcinków dwóch programów publicystycznych – „Tomasz Lis na żywo” oraz „Kropka nad i” – z ostatniego półrocza. Okazało się, że w tym przedziale czasu Pan Stefan trzy razy gościł u Lisa i siedem u Moniki Olejnik. Nikt inny nie uzyskał tak wspaniałego wyniku. Zatem to gość pierwszej kategorii. Celebryta.

Pan Stefan nie tylko przynosi oglądalność. Przynosi coś więcej. Coś dla obecnego systemu władzy cenniejszego od przychodów z telewizyjnych reklam. Pan Stefan przynosi powiew autentyczności i otwartość, której tak brakuje wielu zwolennikom Platformy, PSL oraz innych ugrupowań wspierających system III RP z partią Andrzeja Rozenka na czele. Przynosi ogień. Entuzjazm. Zaangażowanie. Młodzieńczy wigor. Serdeczną wrogość. Bezkompromisowość. Zaciętość.             



Postscriptum
Szukałem tematu na felieton pryncypialnie wakacyjny. I oto, jak powyżej widać, znalazłem. A teraz: nareszcie wakacje!            

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane