Niezależnie od tego, jak będziemy oceniali ideologię ruchu hipisowskiego, festiwal Woodstock funkcjonuje w naszej kulturze jako symbol nieco anarchicznej wolności. Jest jednak jeszcze coś więcej – Woodstock Owsiaka to także doskonały przykład tego, że postkomunizm w Polsce wciąż szuka swojej publiczności i kanałów pokoleniowej transmisji.
Żywotność postkomunizmu wydaje się niezwykła. W roku 2005 mieliśmy wrażenie, że schodzi on ostatecznie ze sceny za sprawą zarówno Prawa i Sprawiedliwości, jak i PO. Dwie postsolidarnościowe ekipy, tak bliskie sobie w tamtym czasie, dokonały zasadniczej rozprawy z dotychczasowym układem, któremu nie udało się przerzucić mostu pomiędzy kapitałem pobranym ze spuścizny PRL-u, a kapitałem (materialnym i ideowym) oferowanym przez Unię Europejską. Co prawda w miejsce postkomunistów z SLD i UW rychło wskoczyli politycy PO, którzy jednak bardzo się krygowali, aby nie wejść jawnie w buty postkomunizmu.
Polityka jednak nie znosi próżni, ludzie postkomuny odstawieni od wpływów politycznych wciąż zachowali pewien autorytet społeczny i kulturowy, który czekał na wykorzystanie. Kampania wyborcza Komorowskiego ujawniła korowód postaci szukających swojego politycznego reprezentanta, doskonałego oportunisty, a może nawet niebezpiecznego politykiera. Znów zobaczyliśmy Kwaśniewskiego, Wałęsę, Jaruzelskiego, Cimoszewicza, Urbana, Belkę i innych. Jeszcze bardziej znaczące było także to, że ludzie pokroju gen. Dukaczewskiego mówili, że zwycięstwo wyborcze Komorowskiego będzie dla nich okazją do świętowania. W taki oto sposób w Polsce postkomunizm restaurował się jako siła polityczna.
Czy nie osiągnięto wobec tego już wszystkiego, co zamierzono? Wydaje się, że nie. Każda polityczna formacja potrzebuje bowiem nie tylko kadr i elektoratu, ale także spojrzenia w przyszłość. Ojcowie postkomunizmu nie robią się coraz młodsi, ostatnie kilka lat to okres ich całkowitej kompromitacji i wyłączenia z obiegu. Ci, którzy szukali partii „fajnej”, ulokowali swoje poparcie w Platformie Obywatelskiej, inni, silniej przywiązani do idei patriotycznych czy też katolickich, spoglądali w stronę PiS-u, czasem Nowej Prawicy czy partii Marka Jurka. Ten sam podział dotyczył kolejnych roczników wchodzących do życia politycznego i wyborczego. W praktyce oznaczało to, że zwolennicy bezkrytycznego opisywania Okrągłego Stołu stracili tych, którzy dojrzewali w czasach trwania idei IV RP
Chociaż PO, budując mitologię „faszystowskiego kaczyzmu”, zdołała przekonać do siebie znaczą część najmłodszych, niepamiętających dobrze wydarzeń sprzed 7–9 lat, to jednak oczywiste się wydaje, że postkomunizm będzie szukał swojego osobnego elektoratu. Szczególnie wśród młodzieży, której wydaje się, że opresyjny jest patriotyzm, opresyjna jest polskość i wiara. Bez wątpienia właśnie dlatego prezydent Bronisław Komorowski zaaranżował spotkanie z Gauckiem na Woodstocku w Kostrzynie. Ludzie uformowani przez Jerzego Owsiaka mają specyficzny rodzaj duchowości – emancypują się od tego, co stanowi o ich tożsamości – co jest zabiegiem złudnym (nigdy nie przestaną być przecież Polakami) – a równocześnie oklaskują rzeczywistą władzę, nie dostrzegając, że to ona powinna stanowić rzeczywisty punkt odniesienia dla ich protestu. Oto doskonała mentalność człowieka bez właściwości, który mógłby z zadowoleniem funkcjonować w czasach zaborów, w PRL-u. Antypolityczni, czyli łatwo podlegający politycznym wpływom, materialistyczni, zatem sterowalni pod względem duchowym, niezainteresowani tożsamością narodową, a więc obojętni wobec historii – szczególnie najnowszej. Takich ludzi potrzebuje postkomunizm i takich będzie szukał. Takich znalazł zapewne na Woodstocku.
