Jeszcze w środę dyrektor zarządzający OLT Express Jarosław Frankowski żartował sobie z plotek o upadku firmy. Szefostwo linii zapowiadało jedynie likwidację od 11 sierpnia części nierentownych połączeń. Jednak już nazajutrz, przewoźnik zakomunikował: „W dniu dzisiejszym wszystkie połączenia wykonywane samolotami ATR zostały odwołane”.
Firma twierdzi, że likwidacja połączeń obsługiwanych przez ATR-y to warunek inwestora, który jest zainteresowany wykupieniem udziałów w OLT Express. Dyrektor Frankowski uprzedzał, że jeżeli nie uda się porozumieć z inwestorem, w piątek ogłosi zamknięcie linii, bo nie ma sensu kontynuować działalności bez środków finansowych.
Przyspieszony upadek
Już w czwartek leasingowane airbusy latające w barwach OLT Express zaczęły wracać do baz Nordic Aviation Capital w Madrycie i Kopenhadze. W związku z tym anulowano wiele lotów, m.in. z Warszawy i Krakowa. Niektórzy podróżni dowiedzieli się o odwołaniu lotów już po odprawie i zdaniu bagaży. Wielu skarżyło się, że nie otrzymało żadnej pomocy ani nawet wyjaśnień.
W czwartek o godz. 22:20 na swojej stronie internetowej przewoźnik poinformował, że odwołuje wszystkie regularne loty i zawiesza działalność. Wstrzymana została sprzedaż biletów. OLT Express zapewnia, że pasażerowie, którzy dokonali rezerwacji, mogą liczyć na zwrot kosztów. Według spółki bilety na loty w najbliższych miesiącach wykupiło 130 tys. osób. Rzeczniczka Urzędu Lotnictwa Cywilnego Katarzyna Krasnodębska poinformowała „Gazetę Polską Codziennie”, że zgodnie z prawem, jeżeli przewoźnik nie poinformował pasażera o odwołaniu lotu na 14 dni przed planowanym rejsem, to pasażerowi oprócz zwrotu kosztów za bilet należy się także odszkodowanie w wysokości 250 euro. Upadłość nie jest okolicznością zwalniającą przewoźnika od wypłaty tego odszkodowania – podkreśliła.
Całość artykułu w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"
