Nieprzypadkowo to Prezydent Lech Kaczyński jest dla wielu Polaków pierwszym prezydentem III RP godnym tego miana. Przed nim mieliśmy byłego dyktatora i kata antykomunistycznej opozycji – Jaruzelskiego, Wałęsę, który zrobił wszystko, by komunistyczne sitwy zdołały wejść w III RP nienaruszone, oraz postkomunistę Kwaśniewskiego, który pijany pojechał na groby w Charkowie. Dziś prezydentem jest Bronisław Komorowski, znany z sympatii do WSI. Nie zgadzamy się z tezą publicysty Michała Karnowskiego, który twierdzi, że prezydentura Komorowskiego „nie jest obciachowa”, a w „wymiarze reprezentatywności Polaków prezydent spełnia dobrze pojęte minimum”. Warto przypomnieć, że obecny prezydent jest inspiratorem kilku działań uderzających w fundamenty swobód obywatelskich. Zapewne już w najbliższych dniach podpisze własną ustawę, uderzającą bezpośrednio w prawo do wolności zgromadzeń. Trzeba stwierdzić jasno – na tle innych prezydentów III RP Lech Kaczyński jawi się jako niedościgniony wzór.
Wawel jest pomnikiem państwa polskiego. W jego kryptach spoczywają władcy i bohaterowie Polski Piastów, Jagiellonów, I i II Rzeczypospolitej. Wawel symbolizuje więc trwałość narodu polskiego przez wieki – ciągłość naszych wartości i kultury.
To właśnie Lech Kaczyński uznał, że czas przywrócić III RP polskiej historii i jej dziedzictwu. Miał odwagę podważyć w ten sposób lewicowo-liberalne fundamenty Polski „grubej kreski” i Okrągłego Stołu. W modernistycznych marzeniach części postokrągłostołowych elit III RP nie miała być kontynuacją swoich dwóch poprzedniczek, lecz tworem pozbawionym historii i korzeni, dowolnie kreowanym przez postępowe salony. Taka III RP nie potrafiła zrozumieć, czym naprawdę jest Wawel – pomostem łączącym kolejne obszary polskości w jeden zrozumiały dla narodu ciąg. Dziedzictwo Wawelu i jego znaczenie dla polskości rozumiał za to i przywrócił w polityce Prezydent Lech Kaczyński. Czy wobec tego istnieje właściwsze miejsce jego spoczynku?
Brak wizji Lecha Kaczyńskiego w polskiej polityce jest dziś szczególnie bolesny. Bratanie się z ludobójcą Putinem, zrezygnowanie z polityki zacieśniania współpracy między krajami regionu na rzecz statusu podnóżka europejskich potęg, podnóżka, z którym nikt się nie liczy – te rzeczy byłyby nie do pomyślenia podczas poprzedniej prezydentury. Znana jest anegdotka, gdy Lech Kaczyński podczas bankietu w Niemczech, wśród „możnych” Unii Europejskiej, na pytanie o centrum Europy, odpowiedział bez wstydu – Suchowola. Ciężko nie mieć wątpliwości, że Tusk, Sikorski i Komorowski odpowiedzieliby: Bruksela, Berlin, Moskwa.
Dziś, gdy nie żyje już Prezydent wybrany na fali chęci rozliczenia sparszywiałych elit III RP, gdy powróciła skorumpowana, postkomunistyczna oligarchia sprzymierzona z pseudoliberalnymi technokratami z PO, widać wyraźnie, że Wawel jest zwycięstwem zza grobu Lecha Kaczyńskiego oraz całego obozu, z którym się utożsamiamy. Poprzez pochówek Lecha Kaczyńskiego na Wawelu stworzono nieprzerywalny łańcuch między I, II i III RP.
Polska odzyskała swoją historię. Wokół postaci Lecha Kaczyńskiego stworzono zalążek społeczeństwa obywatelskiego – kolejne grupy i ośrodki pielęgnujące pamięć o nim i jego spuściźnie. Grupy mające na tyle silne oparcie symboliczne, by nie dać się skorumpować przez wszechogarniający nihilizm postpolityki Platformy. Jest to zwycięstwo nie do przecenienia. Zwycięstwo, którego czujemy się częścią.
