Odpowiedzialny za to UTK (Urząd Transportu Kolejowego) wciąż nie ma swojego szefa. Formalnie więc nikt nie ponosi odpowiedzialności, chyba, że krasnoludki i sierotka Marysia.
Dokonano zmian władz PKP. Nowy szef (były bliski współpracownik Balcerowicza) i jego zastępca z koleją nie mają nic wspólnego – są z sektora finansowego. Cóż, PKP jednak to nie bank ani firma handlująca nawozami. W zarządzie Polskich Kolei Państwowych nie ma nikogo o jakimkolwiek doświadczeniu w kolejnictwie. Poprzednia pani prezes, też z nominacji PO również nie miała doświadczenia w tej branży – była prawnikiem. Nieprofesjonaliści zastąpili więc nieprofesjonalistkę. A właściwie nie tyle zastąpili, co uzupełnili, bo pani prezes dalej jest we władzach PKP, tyle, że na niższym stanowisku. Na niższym – ale pobiera wyższe wynagrodzenie...
Od kolejowych paradoksów aż głowa boli.
Więcej niż bulwersuje kwestia sprzedaży (!?) spółki-córki PKP: PKP Cargo spółce zależnej od ... państwowych kolei niemieckich... (DB) !!! Spółkę TK Telekom dysponujacą olbrzymią ilością 6 tysięcy kilometrów światłowodów oraz ponad 22 tysiącami kabli miedzianych wyceniono na zaledwie 600 milionów złotych.
Pytam: kto właściwie jest gospodarzem polskich kolei? Kto nimi rządzi? Zdaje się, że państwo abdykuje także, niestety, i w tym obszarze.
A minister Nowak w dobrym humorze obejrzy mecze na Euro 2012 w loży z premierem Tuskiem i pewnie znów powie, że sytuacja w PKP to wina PiS, który skończył rządzić 5 lat temu.
