Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Współpraca Tuska z Putinem

Donald Tusk chciał uchodzić w Polsce za męża stanu, stąd wzięła się próba przekonania Polaków, że wspólne obchody polsko-rosyjskie w Katyniu to jego osobisty sukces.

Autor:

Donald Tusk chciał uchodzić w Polsce za męża stanu, stąd wzięła się próba przekonania Polaków, że wspólne obchody polsko-rosyjskie w Katyniu to jego osobisty sukces. Żeby to zrealizować, premier szedł po trupach, łamiąc podstawowe zasady, które powinny obowiązywać w suwerennym państwie. Nie umawia się z przedstawicielami obcego państwa przeciwko własnemu prezydentowi! - z Jackiem Sasinem, posłem PiS-u, wiceszefem Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, rozmawia Samuel Pereira („Codzienna”).

Doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego Tomasz Nałęcz stwierdził, że ws. Smoleńska „wolałby nikogo nie obwiniać, ale że jest to wina Kancelarii Prezydenta”.
To nieprawda. Przez ostatnie dwa lata zostało dowiedzione, że za zabezpieczenie tej wizyty odpowiedzialne były instytucje podległe rządowi: Kancelaria Premiera i Biuro Ochrony Rządu. Kancelaria Prezydenta nie ma kompetencji w zakresie transportu czy bezpieczeństwa. Proszę zauważyć, że NIK, przeprowadzając kontrolę w sprawie organizacji i zabezpieczenia wizyt w Katyniu, nie objął nią Kancelarii Prezydenta.

Premier, mimo znanych publicznie dokumentów, jak chociażby pisma Kancelarii Prezydenta do MSZ-etu ze stycznia 2010 r., winę za rozdzielenie wizyt zrzuca na śp. prezydenta.
Donald Tusk przyzwyczaił się, że jakkolwiek by się mijał z prawdą, to sprzyjające mu media będą go wspierały. W tej sprawie liczy na to samo. Prawo i Sprawiedliwość od dwóch lat wskazuje, że działania Tuska przed 10 kwietnia daleko wykraczały poza normalne relacje premier–prezydent. Najpierw rząd naciskał na prezydenta i próbował uniemożliwić Lechowi Kaczyńskiemu udział w obchodach 70. rocznicy mordu katyńskiego, a następnie, kiedy to się nie udało, rozdzielił wizyty. Premiera najbardziej obciąża współdziałanie z Rosją przeciwko głowie własnego państwa.

Donald Tusk stwierdził, że „nie otrzymał żadnej propozycji ani informacji od prezydenta na temat ewentualności wspólnej wizyty w Katyniu”.
To kolejne kłamstwo. W marcu 2010 r. Lech Kaczyński i Paweł Wypych z Kancelarii Prezydenta apelowali już nawet publicznie, by premier i prezydent pojechali do Katynia wspólnie. To podniosłoby rangę obchodów, dlatego też prezydent dążył do tego, by odbyła się jedna wizyta.
Nie mam jednocześnie wątpliwości, że zachowanie ambasadora Rosji, który cały czas mówił, że nic nie wie o planach Lecha Kaczyńskiego i świadomie wprowadzał nerwowość do tych przygotowań, było uzgodnione z jego przełożonym Putinem. Jak stwierdził sam ambasador Władimir Grinin, „do udziału w ceremonii organizowanej przez rząd Rosji premier Putin zaprosił swego polskiego kolegę.(…) W związku z tym na ten temat nie mamy nic do powiedzenia”. A rzecznik rządu Paweł Graś stwierdził publicznie, że szczegóły spotkania Tusk–Putin uzgadniane były przez nich osobiście.

Skąd ten upór premiera, by marginalizować Lecha Kaczyńskiego w Katyniu?
Donald Tusk chciał uchodzić w Polsce za męża stanu. Usiłował więc przekonać Polaków, że wspólne obchody polsko-rosyjskie w Katyniu to jego osobisty sukces. Żeby to zrealizować, szedł po trupach, łamiąc podstawowe zasady obowiązujące w suwerennym państwie. Nie umawia się z przedstawicielami obcego państwa przeciwko własnemu prezydentowi! W cywilizowanym kraju nie powinno nigdy dochodzić do tego typu sytuacji. Obecność Lecha Kaczyńskiego w Katyniu była bardzo nie na rękę premierowi. Prezydent przeszkadzał.

Mówi Pan, że najpierw próbowano uniemożliwić prezydentowi wizytę w Katyniu, a dopiero później postanowiono o rozdzieleniu obchodów. Skąd ta zmiana strategii?
Kampania propagandowa rządu zaczęła się 3 lutego 2010 r. po telefonie Putina do Tuska. Jej celem było zniechęcenie Lecha Kaczyńskiego do udziału w obchodach. Być może rozważano nawet scenariusz siłowy – zastosowany już wcześniej przez Tuska w Brukseli – czyli pozbawienie prezydenta transportu. Wtedy jednak pojawił się sondaż, z którego wynikało, że Polacy oczekują porozumienia. To mogło premiera i Platformę skłonić do szukania innych metod działania. Takie rozwiązanie – rozdzielenie obchodów – w porozumieniu z Rosjanami znaleziono. Strona rosyjska nie chciała prezydenta w Katyniu, szczególnie wtedy, gdy miał tam być Władimir Putin. Rząd Donalda Tuska dążył do tego samego, dlatego o porozumienie nie było trudno.

Brali Państwo pod uwagę to, że w sprawie wyjazdu do Rosji rząd będzie Lechowi Kaczyńskiemu robił utrudnienia?
Warto w tym kontekście pamiętać słowa Donalda Tuska wypowiedziane w Brukseli, mówił wtedy, że „prezydent nie jest mu potrzebny”. Idealnie obrazują one nastawienie premiera i jego kancelarii do Lecha Kaczyńskiego. W kwietniu braliśmy pod uwagę nawet taką sytuację, że strona rządowa cofnie prezydenta z samego lotniska albo będzie utrudniała wizytę już na miejscu. Liczyliśmy się z tym do ostatniej chwili, dlatego też osobiście pojechałem do Rosji, mieliśmy nawet dwa komplety nagłośnienia, licząc się z tzw. nagłą awarią. Rząd w tym okresie był całkowicie nieprzewidywalny i miał też na to medialne przyzwolenie. Mieliśmy powody, by traktować tę wizytę jako wizytę dużego ryzyka, braliśmy także pod uwagę próby skompromitowania prezydenta.

Donald Tusk stwierdził, że Kancelaria Prezydenta „nie respektowała konstytucyjnego zapisu, zgodnie z którym o polityce zagranicznej decyduje w Polsce rząd, a prezydent powinien wykonywać i reprezentować stanowisko rządu”.
W konstytucji jest zapisane, że obowiązkiem prezydenta jest patronowanie i inicjowanie przedsięwzięć ukierunkowanych na kształtowanie postaw patriotycznych i obronnych. Lech Kaczyński jako zwierzchnik sił zbrojnych miał obowiązek uczestniczyć w obchodach w Katyniu, miejscu, w którym polscy oficerowie oddali życie za ojczyznę. Przypominam, że wiosną 2009 r. Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok w tzw. sporze kompetencyjnym.
Według Konstytucji RP Kancelaria Premiera zobowiązana jest do współdziałania w sprawach zagranicznych z prezydentem i jest to działanie dwustronne. Tymczasem Lech Kaczyński nie otrzymał od rządu ani oficjalnie, ani nieoficjalnie żadnej informacji o podejmowanych działaniach i rozmowach z Rosją. Mówienie, że wizyta prezydenta w Katyniu 10 kwietnia, była wchodzeniem w kompetencje rządu w zakresie polityki zagranicznej, jest absurdalne. Oznaczałoby to, że prezydent jest ubezwłasnowolniony przez rząd w zakresie upamiętniania polskiej historii na całym świecie. Prezydent jeździł w różne miejsca, w których Polacy walczyli o naszą suwerenność. To była właśnie polityka historyczna Lecha Kaczyńskiego.



Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane