Ta wypowiedź jednoznacznie wskazuje na to, że nasze władze jeszcze przed wjazdem agresywnych niemieckich bojówek do Polski doskonale wiedziały, w jakim celu one jadą do Warszawy, że jest przygotowywana prowokacja mająca na celu zaatakowanie i fizyczną walkę z polskimi patriotami świętującymi Dzień Niepodległości. Mimo to bez problemu mogły wjechać do stolicy - w przeciwieństwie do autokarów m.in. z harcerzami, które były zatrzymywane do kontroli drogowej.
Niemieccy bojówkarze zostali publicznie zaproszeni przez organizatorów antymanifestacji przygotowywanej przez „Koalicję 11 listopada”. O jej agresywnych zamiarach mówiły publiczne manifesty „Koalicji”, a także publikacje w mediach. Uzyskała ona zgodę władz miasta na udział w manifestacji, chociaż było wiadomo, że zaprasza ona grupy dążące do fizycznej walki, specjalizujące się w zamieszkach i w atakowaniu policji.
- Odpowiedzialność premiera Donalda Tuska za powstałą sytuację jest tym większa, iż kieruje on bezpośrednio służbami specjalnymi państwa polskiego, musiał więc mieć pełną wiedzę i pełną świadomość, że środowiska wchodzące w skład Koalicji 11 listopada zapowiadają fizyczną walkę i dążą do niej, a grupy zagraniczne, zwłaszcza z Niemiec, były w tym celu szkolone. W ten sposób premier Donald Tusk świadomie sprowadził na polskich obywateli pragnących świętować Dzień Niepodległości zagrożenie - mówi nam Antoni Macierewicz (PiS).
Jego zdaniem cała ta sprawa przypomina sposób działania przećwiczony po raz pierwszy w sierpniu 2010 r., kiedy to mimo zapowiedzi fizycznej agresji prezydent Hanna Gronkiewicz Waltz wydała zgodę na manifestację , która zaatakowała oraz profanowała Krzyż na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.
- Również wówczas władze były informowane i ostrzegane, że może dojść do przemocy i przestępstwa, a mimo to dopuściły do takich działań. Wówczas chodziło o chrześcijaństwo oraz pamięć o Lechu Kaczyńskim i ofiarach tragedii smoleńskiej. Dziś tamten wzór wykorzystano przeciwko tysiącom spokojnych obywateli pragnących uczcić niepodległość Polski – mówi nam poseł Macierewicz.