Prowadzone pod kontrolą Jaruzelskiego rokowania z RFN przypominały machinacje z rokowaniami polsko-sowieckimi z 1940 r., gdy Sowieci podsunęli gen. Sikorskiemu jako pomocników swoich agentów Rotsteina i Litauera z osławionym „memoriałem”. Tym razem Mazowiecki uznał za konieczne posłużenie się Hajniczem (KPZU, ZPP, politruk LWP) oraz innymi ludźmi zarejestrowanymi jako tajni współpracownicy podległej KGB policji politycznej. W tych uwagach nie ma nic osobistego, bo Hajnicza, którego Mazowiecki wciągnął do „Tygodnika Solidarność”, po licznych rozmowach szczerze polubiłem, a Pszona uważam za człowieka godnego szacunku. Ale pozostaje politycznie ważne pytanie, czy listę negocjatorów zatwierdzał Kriuczkow.
Można by powiedzieć – było, minęło – gdyby nie fakt, że Komorowski z Tuskiem nadal fetują Jaruzelskiego w Belwederze, a pod wodzą m.in. Sikorskiego główne role w dialogu polsko-niemieckim odgrywają aktywiści PRL, przemundurowani, jak to opisywała Teresa Kuczyńska, na propagandystów interesów niemieckich i rosyjskich.
Za potwierdzenie takiego stanu może być uznana wkładka do tygodnika „Polityka”, sygnowana wspólnie z Fundacją Współpracy Polsko-Niemieckiej. Pismo, którego obsada personalna decydowana była w KC PZPR, miało do relacji polsko-niemieckich, i, jak się okazuje, nadal ma, stosunek funkcjonalny. Poprzednio tropiło rewanżystów zachodnioniemieckich, a teraz tropi rzekomych rewanżystów antyniemieckich i antyrosyjskich w postaci kaczystów. Dzięki temu „Polityka” jest znowu, jak za PRL, organem partyjno-rządowym, który pod kierownictwem premiera Tuska „realizuje pryncypialny program nakreślony aparatowi propagandy”. Szczególnie ten wyrażony przez Gorbaczowa podczas spotkania z Kohlem w Stawropolu w 1990 r.: „Polakami się nie przejmujcie”.
Napisanie głównego artykułu powierzono Adamowi Krzemińskiemu, który od razu wali między oczy: „sąsiedztwo polsko-niemieckie należało do najtrudniejszych w Europie. Jego dramatyczne stacje to walki graniczne po 1918 r., niemiecka agresja 1 września 1939 r. i barbarzyńska okupacja Polski. A po klęsce III Rzeszy – wysiedlenie Niemców”.
Z tych „dramatycznych stacji” (pomijając już sugestię równego cierpienia) wykreślone zostało ludobójstwo. Po rezygnacji z uznawania za ludobójstwo zbrodni sowieckich na Polakach, obecne władze III RP sprzyjają zaprzeczeniu ludobójczego charakteru zbrodni niemieckich. W tym ujęciu Niemcy dokonali ludobójstwa wyłącznie na Żydach.
Kłamstwom o przeszłości towarzyszą kłamstwa o historii najnowszej: „proces polsko-niemieckiego zbliżenia stał się jedną z istotnych przyczyn erozji radzieckiej hegemonii w Europie Wschodniej”. A kiedy to niemieccy politycy palili się do kontaktów z Solidarnością? I dalej: „Jego punktami zwrotnymi były: list polskich biskupów z 1965 r., uklęknięcie Willy`ego Brandta w Warszawie w 1970 r.” List zwrotu nie spowodował i wyrażenie żalu za zbrodnie Niemców na Żydach też nie.
Krzemiński chwali „rzeczową dyskusję wokół Ruchu Autonomii Śląska jako przejaw zdrowego regionalizmu” i atakuje „ugrupowania posługujące się niemieckim straszakiem”. W tej samej broszurze podobnie potępia Anna Wolff-Powęska: „autorzy (…) związani z ugrupowaniami politycznymi o profilu narodowo-katolickim, stawiali na kontynuację starej peerelowskiej retoryki wobec RFN”.
Fryderyk II nazywał Polaków Irokezami, ale chodziło mu o podgolone głowy szlachty. Dzisiaj radość z bycia przyniemieckim Indianinem ogłasza prezes Centrum Strategii Europejskiej Paweł Świeboda, bo Polska jest „Meksykiem Europy Środkowej, zapewniającym niskie płace”.
Czy tak prostacka propaganda naprawdę wspomaga realizację celów FWP-N pod kierunkiem dr. Albrechta Lemppa?