Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Wałęsa - historia parszywości III RP. Dawid Wildstein: Do czego jest potrzebny postkomunie TW "Bolek"

Na pierwszy rzut oka Wałęsa służy wybieleniu postkomunistów, jednak tak naprawdę operacja propagandowa, do której jest używany, ma głębszy cel. Chodzi o skompromitowanie za pomocą Wałęsy całego ruchu Solidarność i jego roli w naszej historii. Sama jego agenturalna przeszłość nie jest jeszcze oskarżeniem całego milionowego zrywu. Jednak stworzenie wrażenia, że „S” była ruchem, któremu przewodził zwyczajny idiota, groteskowy klaun, więcej – uczynienie z tego błazna jedynej twarzy tamtego wydarzenia… To prawdziwa zemsta postkomunistów na tych, którzy mieli odwagę walczyć z PRL-owskim reżimem - pisze Dawid Wildstein w najnowszej "Gazecie Polskiej".

Muszę się Szanownym Czytelnikom pochwalić. Jeden z ważniejszych funkcjonariuszy wrocławskiej „Gazety Wyborczej”, niejaki Rybak, oświadczył, że czas, aby żurkowa prokuratura wszczęła w mojej sprawie śledztwo. Ba, nawet więcej – zmieniła prawo w taki sposób, bym w końcu odpowiedział za swoje haniebne czyny. O co chodzi? O oszczerstwa, jakie ośmieliłem się rzucić w kierunku jednej z największych świętości III RP, Lecha Wałęsy.

Krytykujesz Wałęsę? Do więzienia

Tylko za co właściwie powinienem ponieść konsekwencje zdaniem funkcjonariusza organu Michnika? Za to, że ośmieliłem się określić Wałęsę mianem „analfabetycznego debila”. Faktycznie, użyłem tego sformułowania, jednak był to cytat z samego Wałęsy. Czyżby więc „Wyborcza” chciała także posadzić naszego wielkiego noblistę? Żarty na bok. Oczywiście to, co zrobił Rybak, jest durne i groteskowe, niemniej pozwalam sobie Państwu o tym opowiedzieć, bo to idealny wstęp do tekstu o tym, w jaki sposób uśmiechnięta Polska wykorzystuje dziś Wałęsę. Jeśli chodzi o najbardziej praktyczny wymiar tego narzędzia, jakim w ręku Tuska i jego mediów stał się TW „Bolek”, widzimy dwie przestrzenie „użyteczności”.

Po pierwsze, jak zostało przedstawione na wstępie, Wałęsa (tutaj zresztą pełni funkcję podobną do Owsiaka) to idealny pretekst do stosowania przez władzę brutalnej siły. Akurat groźby Rybaka można potraktować parsknięciem śmiechu, niemniej kampanie nienawiści, jakie z powodu mówienia prawdy o agenturalnej przeszłości Wałęsy urządzono ludziom, takim jak Cenckiewicz czy Gontarczyk, to była rzecz przerażająca. W przypadku zaś historyka Zyzaka posłużył on Tuskowi do, niespotykanej właściwie w dziejach III RP, ingerencji w niezależność uniwersytetów, gdy uśmiechnięty premier zapowiadał wprost, że dopilnuje, by nieprawomyślne magisterki nie mogły już powstawać.  

Po drugie, Wałęsa to dobry „zapychacz” debaty publicznej, mobilizujący najbardziej agresywny i prymitywny elektorat Koalicji Obywatelskiej. W końcu ostentacyjne działania prokuratury w sprawie TW „Bolka” to też jasny sygnał, że obecna władza zarówno chroni, jak i nagradza swoich wiernych żołnierzy. Inna sprawa, że trudno nie zauważyć tu pewnej nieudolności Żurka, który broniąc bohatera uśmiechniętej Polski, ośmieszył go. Gra Wałęsą ma jednak dużo głębszy wymiar, którym jest próba wykreowania nowej historii Polski. Na pierwszy rzut oka Wałęsa służy wybieleniu postkomunistów, jednak tak naprawdę operacja propagandowa, do której jest używany, ma głębszy cel. Były prezydent staje się symbolem, za pomocą którego ludzie najgłębiej nawet uwikłani w komunistyczny reżim mogą nie tylko być postrzegani jako sojusznicy „legendy wolności”, lecz także sami wejść w panteon tak historycznych, jak i najbardziej współczesnych bohaterów.

Zemsta postkomuny

Idealnym przykładem tego zjawiska było, zorganizowane tuż przed obchodami poznańskiego Czerwca, fetowane przez wszystkie media powiązane z obecną władzą spotkanie Czarzastego z Wałęsą. Jego wydźwięk był oczywisty. Nie tylko niegdysiejsi „wrogowie” sobie przebaczyli i wspólnie budują przyszłość Polski. Okazuje się, że obie strony właściwie od początku walczyły o to samo, a dziś mogą, zwłaszcza w obliczu ostatecznego zła, jakim jest PiS, stanąć w jednym szeregu. Na tym poziomie mamy do czynienia z powtórzeniem narracji, za pomocą której, po ’89 PRL-owska nomenklatura wraz z częścią dawnej opozycji (reprezentowanej przez „Wyborczą”) legitymizowały swój układ i tworzenie nowej oligarchii rządzącej Polską.

Coraz widoczniejsze staje się jednak i drugie dno tej operacji. Skompromitowanie za pomocą Wałęsy samej Solidarności i jej roli w naszej historii. Może się wydawać, że mamy tu do czynienia z paradoksem. Z jednej strony Wałęsa zyskuje status „świętego”, staje się kluczowym elementem „polityki historycznej” obecnej władz. Z drugiej – jest symbolem coraz bardziej skompromitowanym, żałosnym, sprowadzanym w większości przypadków do mema internetowego. Jest pośmiewiskiem całej sieci, zaś po ostatnich „wyczynach” prokuratury Żurka możemy być pewni, że już na zawsze przylgnie do niego opis „analfabetycznego debila” etc. Jednak jest to paradoks powierzchowny. Owszem, postkomunizm, którego w znacznej mierze kolejną mutacją jest uśmiechnięta Polska, odwołuje się czasem do Solidarności. Jednak sprowadza pamięć o tym ruchu i wydarzeniu do czysto pozornych gestów i pustych symboli, przy okazji go ośmieszając. Ma pełną świadomość, że niezależnie od propagandowych ustawek, które są w stanie przekonać co najwyżej jego najtwardszy elektorat, pamięć o Solidarności, prawda o tym zrywie wolności jest dla niego politycznie niebezpieczna, zawsze będzie formą oskarżenia wobec ludzi komunistycznego systemu. I dlatego potrzebny jest postkomunizmowi żałosny, groteskowy Wałęsa.

Sama jego agenturalna przeszłość nie jest bowiem oskarżeniem całego milionowego ruchu. To, że tyle osób uwierzyło komuś, kto był, jak się okazuje, w orbicie służb specjalnych reżimu, pokazuje raczej koszmar tamtego systemu. Jednak stworzenie wrażenie, że Solidarność była ruchem, któremu przewodził zwyczajny idiota, groteskowy klaun, więcej – uczynienie z niego jedynej twarzy tamtego wydarzenia… To prawdziwa zemsta postkomunistów na tych, którzy mieli odwagę walczyć z PRL-owskim reżimem.  

Tragedia Wałęsy

Nie powinno nas więc dziwić, kto dziś najbardziej żarliwie broni Wałęsy. Zajrzyjmy do mediów i internetowych stron powiązanych z uśmiechniętą Polską.

Są to ludzie Wojskowych Służb Informacyjnych, przez większość życia wysługujący się komunistycznym trepom i Rosji. Kreatury pokroju Mazguły, najgorszy, PRL-owski beton siłowych formacji, nie tylko wspierający stan wojenny, lecz także opowiadający o „kulturze” w kontekście brutalnego torturowania opozycjonistów. Byli agenci donoszący na przyjaciół, najgorsze sługusy PRL-owskiej mafii, agresywni esbecy. Ludzie, którzy współtworzyli reżim, który mordował ludzi Solidarności. W końcu najbardziej skompromitowani oficjele obecnej władzy. Oto nowy orszak honorowy Wałęsy.

Zadajmy sobie więc podstawowe pytanie: czy tacy ludzie naprawdę szanują Wałęsę? Oczywiście nie. Jak już zostało opisane powyżej, jest on dla nich tylko narzędziem, które gdy tylko przestanie być użyteczne, zostanie natychmiast wyrzucone na śmietnik. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Świętość Wałęsy jest absolutnie warunkowa. Zależy tylko od jego przydatności i „łaski” tych, którzy dziś rządzą Polską. I niezależnie od tego, co byśmy o Wałęsie sądzili, możemy być pewni, że TW „Bolek” ma tego pełną świadomość. Cała jego agresja, bełkot, nienawiść, a także uderzająca zwyczajna głupota tego, co mówi, wynika również z tego. „Bolek” przecież dobrze wie, że „GW” znowu zrobi z niego menela, potwora, bydlaka, przemocowca, faszystę, alkoholika i damskiego boksera, jeśli tylko przestanie im służyć. W końcu póki nie było wiadomo, że Wałęsa był agentem, tak właśnie organ Michnika go opisywał. Wie też, że bez nich będzie już nikim. Matnia, w której znalazł się Wałęsa, jest naprawdę nie do pozazdroszczenia.

Ten ostateczny upadek tego człowieka, jego pełna degeneracja, której jednak najprawdopodobniej jest świadomy, jest aż fascynująca. I jest w tym coś niezmiernie tragicznego. Zresztą zauważył to sam Krzysztof Wyszkowski, pisząc na portalu X: „Brzydziłem się tym człowiekiem, ale dziś jest miejsce już tylko na współczucie” ze względu na „okrutną karę, którą sam na się nałożył”. Trudno z tymi słowami się nie zgodzić. Wałęsa naprawdę zasługuje na film, jednak nie groteskową laurkę, którą stworzył na polityczny użytek Tuska i jego środowiska skądinąd wielki reżyser Wajda. O naszym nobliście powinno powstać dzieło, które w pełni pokaże to, w jaką grę wciągnięto tego człowieka i jak się on w niej odnalazł. Taki film byłby bowiem też opowieścią o tym, czym tak naprawdę jest III RP – z całą jej podłością, kłamstwem, a zwłaszcza skrajnym nihilizmem.

Źródło: Gazeta Polska

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka