W piątek w Sejmie ma odbyć się głosowanie nad wetem prezydenta Karola Nawrockiego, dotyczącym ustawy o kryptowalutach. Przed tym na mównicę wyszedł premier Donald Tusk, który zacytował zeznania szefa Zondycrypto Przemysława Krala, które otrzymał do Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka. Wypowiedź prezesa giełdy kryptowalut miała obciążyć opozycję oraz prezydenta Karola Nawrockiego.
"Ani milimetra prawdy"
Wystąpienie Tuska skomentował po bloku głosowań prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jak stwierdził, "usłyszeliśmy dużo fałszywych stwierdzeń, opartych o jakąś operację, którą niektórzy uważają [...] już z celem związanym wyborami - skompromitować prawicę".
"Tam padło i moje nazwisko, teraz jestem premier był łaskaw zwrócić się do mnie w tweecie. Otóż mogę powiedzieć jedno - w tym nie ma ani milimetra prawdy. Ja z tym, co się działo wokół kryptowalut nie miałem najmniejszego związku. Bardzo długo w ogóle nie wiedziałem, kto to jest pan Kral i w ogóle się tym nie interesowałem"
– powiedział.
Mówiąc o sprawie Zondakrypto oznajmił, iż "widać, w jaki sposób jest to załatwiane". - To na pewno swego czasu stanie się przedmiotem jakiegoś poważnego postępowania, ale dopiero wtedy, kiedy w Polsce będzie przywrócona praworządność i miejmy nadzieję, że wtedy dojdziemy do prawdy - powiedział.
"To, co dzisiaj pokazał premier, to jest z jednej strony nawiązanie do kampanii, które były prowadzone w latach 90., kiedy okazywało się, że ludzie, którzy dosłownie nic nie mają - ja do takich ludzi należałem - są wielkimi profitentami przemian gospodarczych w Polsce i to przemian, który w ogromnej części - żeby było jasne - były przeprowadzane sposób skrajnie nieuczciwy. To była - mówiąc łagodnie - nieekwiwalentna wymiana dóbr"
– oznajmił.
Jak w latach 50.
Jak stwierdził, "można powiedzieć wszystko". - To jest po prostu prowokacja - stwierdził, dodając, iż nie przeczy, iż jacyś ludzie z prawicy mogli zachować się niewłaściwie - zastrzegł przy tym, że to incydenty.
Wiarygodność zeznań Krala ocenił na poziomie "zeznań w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego w pierwszej połowie lat 50.". - Nie są prawdziwe i są w istocie wymuszone. Oczywiście nie ówczesnymi metodami, nie twierdzę, że kogoś torturowano, tylko po prostu są wymuszone na takiej zasadzie - "będziecie wolni, może zachowacie nawet jakieś pieniądze, jeśli zeznacie to i to" - powiedział.