Przy ich pomocy można zmienić premiera, i to jest jeden z realnych scenariuszy. Donald Tusk właśnie tego się najbardziej obawia. Jego strategia równania z ziemią swoich koalicjantów skutecznie zniechęca ich do przyspieszonych wyborów. W razie samodzielnego startu znikną ze sceny politycznej.
Robiąc to z Tuskiem, zostaną wchłonięci. Pozostaje im trwać w tym, co jest, znosząc kolejne upokorzenia, albo zaangażować się w projekt zmiany rządu.
Moim zdaniem część posłów obozu rządowego do tego powoli dojrzewa. W przyszłym Sejmie pod wodzą Tuska może zabraknąć dla nich miejsca. Za to w ewentualnym nowym rządzie mogą grać pierwsze skrzypce. Wchodząc w układ z PiS i Konfederacją, mogliby sobie też zapewnić dobre miejsca na listach poselskich. Logika takiego rozwoju sytuacji jest oczywista, problem leży bardziej w głowach posłów obozu rządowego, w ich charakterach. Jestem przekonany, że moment, w którym Tusk straci – na przykład w wyniku jakiejś frondy w Polsce 2050 – większość, to ostatni moment pobytu w tym rządzie PSL. Wejdzie do nowego. Donald Tusk doskonale wie, że większość rządowa wcale nie jest taka pewna. I ma świadomość jeszcze jednego: akceptacja dla obozu rządowego będzie coraz mniejsza. Represje już nie dają masowego poparcia i coraz więcej osób nie chce mieć z tym nic wspólnego. Co więc Tusk powinien zrobić? Oczywiście uciec w wybory, biorąc na pokład większość koalicjantów. Ryzykowne, ale to jedyny sposób utrzymania władzy. Każdy inny scenariusz pozbawi go, chyba na zawsze, możliwości bycia premierem.
Dla opozycji to wariant niebezpieczny, bo jest na to po prostu niegotowa. Trzeba więc mieć z tyłu głowy scenariusz, który jeszcze niedawno był najmniej prawdopodobny.
Tylko u nas‼️ Niebezpieczne związki małżeństwa Czarzastych
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) January 28, 2026
Czytaj » https://t.co/y6u37Hqnhp
Kup e-wydanie za jedyne 3 pln » https://t.co/sTdNazR1LW#czarzasty @wlodekczarzasty pic.twitter.com/jnI8WZ5it3