Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Tomasz Grodzki zeznawał w sądzie. Przekonywał, że wpłaty na fundację nie przyspieszały operacji

Były marszałek Senatu Tomasz Grodzki (KO) stanął dziś przed szczecińskim sądem, by zeznawać jako świadek w głośnym procesie dotyczącym korupcji w szpitalu „Zdunowo”. Polityk przekonywał, że wpłacane przez pacjentów kwoty rzędu 10 tys. zł na rzecz Fundacji Pomocy Transplantologii były... dobrowolne - i nie miały wpływu na termin zabiegów. Ustalenia śledczych wskazują jednak na zjawisko, w którym wpłacający darowiznę mieli być przyjmowani szybciej i operowani mniej inwazyjnymi metodami, a część zgromadzonych środków trafiała ostatecznie na prywatne konta medyków.

Zeznając w trwającym od sierpnia 2024 roku procesie, Grodzki odniósł się do zarzutów stawianych łącznie 27 osobom, w tym lekarzom i pacjentom.

Głównym oskarżonym w sprawie jest dr Krzysztof K., były ordynator oddziału chirurgii ogólnej i naczyniowej. Podczas dzisiejszej rozprawy Grodzki określił go mianem „jednego z najwybitniejszych chirurgów, pionierów chirurgii małoinwazyjnych; najlepszego chirurga w Polsce posługującego się robotem Da Vinci w Polsce”.

Grodzki, który kierował szpitalem „Zdunowo” w latach 1998–2016, oświadczył przed sądem: „Ja nie pilnowałem kolejki operacyjnej”. Swoją niewiedzę na temat ewentualnych nieprawidłowości tłumaczył nawałem obowiązków wynikających z łączenia funkcji dyrektora placówki, miejskiego radnego oraz działalności w polskich i międzynarodowych stowarzyszeniach medycznych.

Z jego relacji wynika, że nie wnikał „w bieżącą działalność wszystkich oddziałów, wychodząc z założenia, że to, kto i kiedy jest operowany wynika tylko z kwestii zdrowotnych”. „Wierzyłem w pełny profesjonalizm ordynatorów oddziałów szpitala” – dodał. O samych wpłatach od pacjentów miał dowiedzieć się jedynie „drogą nieformalną”, mimo że to on sam – jak przyznał – „zainicjował” powstanie fundacji w 1993 roku (choć zaznaczył, że nigdy nie był jej prezesem).

Wpłaty po 10 tysięcy złotych i uzupełnianie luk

Według materiałów zebranych przez prokuraturę, proceder polegający na przyspieszaniu operacji bariatrycznych za wpłatę 10 tys. zł na fundację miał mieć miejsce w latach 2010, 2013, 2015, 2016 i 2018. Śledczy ustalili, że pacjenci uiszczający tę opłatę mogli liczyć na priorytetowe traktowanie.

Grodzki zaznaczył jednak przed sądem, że jest „jednak bliski pewności, że te osoby nie powodowały przesunięcia kogokolwiek innego na koniec kolejki”. Tłumaczył, że gdy pacjenci nie zgłaszali się na zaplanowany zabieg, na chirurgii „uzupełniano tę lukę pacjentami, którzy byli gotowi szybciej przyjść do szpitala”. „A czy to byli ci co wpłacali, czy nie, to wydaje mi się, że byli i tacy, i tacy” – zeznał polityk, dodając, że chodziło wyłącznie o to, by plan operacyjny każdego dnia był wypełniony.  

Dopytywany przez sędzię Małgorzatę Puczko o to, dlaczego pacjenci wpłacali akurat równe 10 tys. zł i jak księgowano te darowizny, odpowiedział: „Kwota mogła być sugerowana, ale nie nakazana, bo wpłaty miały być dobrowolne. Jak były księgowane? Nie wiem”. Pytany z kolei przez prokurator Magdalenę Blank o to, jak zarząd fundacji zachęcał do wpłat, stwierdził, że nie ma takiej wiedzy, przypominając sobie jedynie, że:

„Było kilka pozytywnych artykułów o fundacji”.

Były dyrektor szpitala przyznał zarazem, że dr K. lub jego współpracownicy „mogli zachęcać do wpłat na Fundację”. Usprawiedliwiał to faktem, że procedury realizowane na oddziale chirurgii były wyceniane przez NFZ „poniżej kosztów”, a do 2016 roku zabiegi bariatryczne w ogóle nie figurowały w katalogu Funduszu. Zaprzeczył jednocześnie, by miał wiedzę o przyjmowaniu pacjentów poza kolejnością, kwitując to słowami:

„Myślę, że wszywano kogoś, kto miał najpilniejsza potrzebę medyczną”.

Przelewy na konta lekarzy i kwestia immunitetu

Istotnym wątkiem sprawy, na który zwróciła uwagę prokuratura, są finanse Fundacji Pomocy Transplantologii. Pieniądze z konta fundacji były bowiem przelewane bezpośrednio na konta lekarzy. „Z tego, co wiem, była to refundacja poniesionych przez lekarzy kosztów” – zeznał Grodzki. Wyjaśniał, że środki przeznaczano m.in. na zakupy sprzętu, refundację szkoleń czy wyjazdów na sympozja, a do wykonania przelewu wymagane były podpisy dwóch członków zarządu.  

Sam były marszałek przyznał, że raz poprosił o sfinansowanie z tych środków biletów lotniczych na kongres w RPA. Zapewnił jednocześnie, że wyjazdy na Alaskę czy do Kanady opłacał z własnej kieszeni. Śledczy ustalili jednak, że część z ponad 2,3 mln zł zgromadzonych przez fundację w latach 2008-2019 trafiała na prywatny rachunek dr. Krzysztofa K., a niektóre wydatki na szkolenia medyków czy wyjazdy na konferencje naukowe uznano za nieuzasadnione.

Warto przypomnieć, że śledczy informowali wcześniej, iż to właśnie Tomasz Grodzki miał być pomysłodawcą przyjmowania wpłat od pacjentów. W związku z tymi ustaleniami, w październiku 2023 r. Prokuratura Regionalna w Szczecinie skierowała do Senatu RP ubiegłej kadencji wniosek o uchylenie mu immunitetu.

Wniosek ten nie doczekał się jednak finału na sali plenarnej. W lutym 2024 r. prokuratura wycofała go, argumentując, że był „przedwczesny”. Składanie zeznań przez byłego dyrektora szpitala „Zdunowo” ma być kontynuowane 21 września.

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polityka