Minęła przeszło dekada od pacyfikacji protestujących górników pod Jastrzębską Spółką Węglową. Tak jak w 2015 roku, również dzisiaj reprezentanci pracowników kopalń należących do spółki, stanęli przed jej siedzibą w obronie swoich miejsc pracy.
- Jastrzębska Spółka Węglowa jest w dużym kryzysie - podkreślił przemawiając poseł PiS Grzegorz Matusiak. Zwrócił uwagę, że spółka rozpoczęła rozmowy ze stroną społeczną, ale doszło do tego przynajmniej o rok za późno. - Dzisiaj mówi się o tym, że górnik z JSW będzie musiał poświęcić 40 proc. swoje go zarobku - dodał polityk, podkreślając, że uderza to szczególnie w rodziny młodych górników.
Podkreślił, że JSW może zwolnić nawet 3 tys. pracowników i dodał, że dotknie to również jastrzębski samorząd.
- Ta władza w 2015 roku pogrzebała polskie górnictwo i obecnie w 2026 roku robi to znów - podsumował Matusiak.
Strajk w JSW, którego tłem był opracowany przez zarząd spółki program oszczędnościowy, trwał od 28 stycznia do 13 lutego 2015 r. Górnicy wtedy protestowali, aby zapewnić sobie godne warunki pracy. Te pokojowe protesty były pacyfikowane z broni gładkolufowej. Wszystko miało miejsce w czasach rządów PO-PSL. W trakcie pacyfikacji rannych zostało co najmniej 20 osób.
Po wydarzeniach przed siedzibą JSW gliwicka prokuratura prowadziła dwa śledztwa. Pierwsze dotyczyło naruszenia ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych przez strajkujących, drugie ewentualnego przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez policjantów. Oba postępowania zostały umorzone.