To jeszcze nie kumulacja
Ostatnie dni przyniosły kilka znaczących i głośnych protestów wymierzonych w politykę rządu Donald Tuska. Ruch Obrony Granic przed kancelarią premiera zorganizował “Miasteczko Gniewu”, a widzowie Republiki - w tym także ROG i Kluby “Gazety Polskiej” - protestowali przed budynkiem Prokuratury Krajowej wspierając nękanego przez śledczych Waldemara Żurka - Tomasza Sakiewicza. W środę odbyła się też największa od lat demonstracja “Solidarności” wymierzona m.in. w absurdalną politykę klimatyczną. Protest miał miejsce w środku tygodnia, a mimo to cieszył się imponującą frekwencją. Czy mamy do czynienia z początkiem kumulacji?
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Socjolog prof. Henryk Domański w rozmowie z portalem Niezależna.pl przyznał, że ostatnie manifestacje i protesty skierowane przeciwko polityce rządu zapewne nie stanowią jeszcze kulminacji. Jego zdaniem do takiej sytuacji może dojść “na przykład na rok przed wyborami”. - To jest pierwsze takie ogniwo, punkt, który może zachęcać ludzi do wyrażania zbiorowego protestu, co zawsze jest z punktu widzenia opozycji dobre, a negatywne z punktu widzenia rządu. Z punktu widzenia organizatorów tych protestów może to wyglądać zachęcająco - ocenił.
Największy marsz od wyborów
Zaznaczył, że z demonstracją “o takim natężeniu nie mieliśmy do czynienia od 2023 roku”. - Mówię o marszu ulicami, bo to odgrywa dosyć dużą rolę. Jest to o wiele bardziej wyraziste niż demonstracje, z którymi mieliśmy do czynienia przed Sejmem kilkadziesiąt miesięcy temu - dodał.
- Do wyborów mamy jeszcze sporo czasu i ważne jest, żeby to było kontynuowane, ale nie w jakimś dużym nasileniu, bo to osłabia siłę perswazyjną takich działań, jeśli chodzi o głosowanie na opozycję
- tłumaczył prof. Domański.
Jednocześnie przyznał, że tego typu demonstracje zwykle “nie skutkowały obniżeniem się notowań jakiegokolwiek rządu”. - Nie pamiętam, żeby po takich zbiorowych demonstracjach notowania rządu w postaci deklaracji “na kogo będę głosowała/głosował” się obniżyły - wskazał socjolog.
- Chyba, że właśnie będzie to kontynuowane; że ci czy inni organizatorzy, będą czerpali doświadczenia z organizowania tego przez “Solidarność” i wyciągną z tego wnioski
- zauważył.
Nasz rozmówca wyraził wątpliwość czy dzisiejsza manifestacja “Solidarności” wpłynie na decyzję Senatu dot. wyrażenia zgody na zarządzenie przez prezydenta Karola Nawrockiego ogólnokrajowego referendum ws. polityki klimatycznej. - Nie sądzę, żeby senatorzy głosowali za inicjatywą prezydenta Nawrockiego, ponieważ to by świadczyło o ich słabości. Potwierdziliby, że się przestraszyli - powiedział prof. Henryk Domański.
Refleksji raczej nie będzie
Pytany czy kontynuowanie podobnych protestów może wywołać jakiś rodzaj refleksji w łonie mniejszych ugrupowań tworzących rządzącą koalicję, socjolog ocenił, że nie sądzi, żeby to miało jakiś wpływ.
- Słowo “refleksja” w tym kontekście mnie rozśmieszyło. Na refleksję to oni mieli dużo czasu, prawie trzy lata i nie takie rzeczy były powodem do refleksji. Głównym powodem, dla którego oni są w tej koalicji są stanowiska i wpływ na władzę, którego nie będą mieli, jeżeliby z niej wyszli
- wyjaśnił.
Zdaniem naszego rozmówcy, antyrządowe protesty “raczej nie będą miały wpływu” na zniechęcenie mniejszych ugrupowań do udziału w rządzącej koalicji. - Bo niby dlaczego? To, że ludzie protestują to jest w demokracji coś normalnego - mogą tak argumentować - więc dlaczego mieliby wychodzić? Najwyżej odczekają i ocenią sytuację. Bo jeżeli to się będzie powtarzać, jeżeli to byłoby we wrześniu czy w październiku, a później przed świętami, a potem w przyszłym roku ze dwa razy, to tak. W tej chwili raczej na pewno nic się nie stanie - tłumaczył prof. Henryk Domański.
Socjolog ocenił, że sama Koalicja Obywatelska “nawet jeśli w wyborach uzyska największy odsetek głosów, to i tak rządu nie stworzy”, a najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem może być koalicja PiS-u z Konfederacją.