Przewodniczący Parlamentu Europejskiego David Sassoli poinformował w środę, że zwrócił się do służb prawnych PE o przygotowanie pozwu przeciwko Komisji Europejskiej za niestosowanie rozporządzenia ws. mechanizmu warunkowości w budżecie UE.
Już w lipcu PE odgrażał się Komisji Europejskiej, że jeśli ta nie uruchomi mechanizmu, wpłynie sprawa do TSUE za bezczynność.
- To tylko pokazuje, jak zrewoltowany jest Parlament Europejski. Najwyraźniej pan David Sassoli uległ tej lewicowo-liberalnej części. Ja bym się tym specjalnie nie przejmował
- mówi nam europoseł Prawa i Sprawiedliwości Zbigniew Kuźmiuk.
W ocenie polityka sprawa „praworządności w Polsce” to temat wymyślony, który „tej jesieni, a na pewno tej zimy, nie będzie już obiektem zainteresowania”.
- W tej chwili Hiszpanie czy Portugalczycy już teraz płacą dwieście, trzysta procent więcej za energię elektryczną niż w ubiegłym roku. Najubożsi zaczynają stawać przed wyborem, czy ogrzewać mieszkania czy kupować żywność. Dopiero to może być powodem gwałtownych protestów społecznych na niewyobrażalną skalę
- ostrzega eurodeputowany z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.
W marcu br. Polska i Węgry złożyły skargi na mechanizm warunkowości do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Rozprawa jednak ruszyła dopiero na początku października. Nie wiadomo, kiedy procedowana sprawa będzie miała swój finał. - Dlaczego Polsce odbiera się prawo do obrony i nie czeka na rozstrzygnięcie TSUE? - zapytaliśmy.
- Taka jest większość parlamentarna. Ten parlament jest skrajnie lewicowo-liberalny. Próbują postawić na swoim - tłumaczy Kuźmiuk i dodaje:
„dziwię się, że pan Sassoli ulega tej histerii; był zawsze człowiekiem środka”.
Przypomnieliśmy też, że sama przewodniczące KE Ursula von der Leyen zobowiązała się do czekania na ewentualne wykorzystanie mechanizmu warunkowości do rozstrzygnięcia TSUE.
- Na razie się z tego wywiązuje histeryczna reakcja parlamentu. Całkiem rozsądnie się z tego tłumaczyła, ale histeria narasta
- przyznaje polityk.
Ostrzega jednak, że sama von der Leyen „także w jakimś sensie jest uzależniona od Parlamentu Europejskiego”. - Ten może złożyć wniosek o jej odwołanie, co oznaczałoby odwołanie całej Komisji Europejskiej. Taki instrument Parlament Europejski ma - mówi.
Zaznacza na koniec, że „ostateczne decyzje i tak podejmuje Rada Europejska”. - Poczekajmy na najbliższy szczyt. Parlament Europejski może uchwalać rezolucje, ale nadają się one do tapetowania pomieszczeń w Parlamencie Europejskim - konkluduje Kuźmiuk.