Młody lekarz Dawid Kacprzyk - który był koordynatorem SOR-u w Szpitalu Południowym, a także radnym Koalicji Obywatelskiej warszawskiej dzielnicy Ursus - w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobił w ubiegłym roku 1,6 mln zł. Co więcej, na prowadzonym przez Kacprzyka oddziale funkcjonował "salon VIP", gdzie politycy KO mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
O sprawę Kacprzyka dziennikarze pytali w czwartek w Sejmie szefa KPRM Jana Grabca. Polityk przekonywał, że wszystko w tej sprawie powinno zostać wyjaśnione. - Wszystkie karty na stół. Tak się robi w dojrzałym państwie, wyjaśnia się wszystko i naprawia błędy, a nie chowa głowę pod stół i udaje, że się nie stało - mówił. Jak dodał, „każdy w życiu publicznym ma swoje obowiązki, jeśli ktoś naruszył uprawnienia, powinien ponieść odpowiedzialność”.
Pytany, czy odpowiedzialność powinna ponieść wiceprezydent Warszawy nadzorująca służbę zdrowia Renata Kaznowska, odparł:
"nie wiem, kto ponosi odpowiedzialność. Myślę, że kontrole bardzo wyraźnie wskażą, i to personalnie, odpowiedzialność poszczególnych osób. W samym szpitalu, w nadzorze właścicielskim, w NFZ, w Ministerstwie Zdrowia".
Po tym Grabiec wypalił, że Koalicja Obywatelska nie ma z aferą nic wspólnego. Jak to tłumaczył?
- Ta afera nie ma żadnego związku z Koalicją Obywatelską, poza tym, że akurat ten człowiek, który dopuścił się tych praktyk, był radnym KO. Oczywiście tym surowiej będziemy rozliczać tę aferę
- powiedział Grabiec.
- Mamy świadomość, że zdarza się, iż osoby, które pracują w szpitalach, swoim znajomym w sytuacjach życiowych starają się jakoś pomóc i ominąć ścieżkę. To jest niewłaściwa droga, niezależnie od tego, czy ktoś jest z Platformy, czy nie jest z Platformy, czy jest znajomym lub sąsiadem, taki sposób omijana kolejki jest nie do przyjęcia - mówił dalej. Jego zdaniem „nie jest to jednak związane z taką czy inną partią, ale z bardzo nagannym zjawiskiem, które ma miejsce w Polsce”.
Nie ma też, według Grabca, mowy o konsekwencjach dla szefa warszawskiej KO, sekretarza generalnego partii, szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego. Dymisji Kierwińskiego domagają się politycy Partii Razem, według których Kierwiński - jako szef struktur KO w Warszawie - powinien ponieść polityczną odpowiedzialność za sprawę Kacprzyka.
- Minister Kierwiński nie jest w żaden sposób powiązany z tą sprawą, pan Kacprzyk nie był jego współpracownikiem. Trudno przecież powiedzieć, że ktoś, kto jest radnym dzielnicy, jest współpracownikiem tego lub innego ministra. To jest absurdalne stwierdzenie, tu żadnych związków nie ma - ocenił. Przekonywał, że to "przykład doszycia do realnego problemu i skandalu sprawy politycznej”.
- Ci, którzy łatwo przypinają łatkę polityczną, robili dokładnie to samo w ciągu poprzednich ośmiu lat. A chodzi o to, żeby ocenić fakty i rozliczyć winnych, a nie szukać jakichś czarownic do spalenia - dodał Grabiec.