Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Agentura działa bezkarnie. Witold Gadowski o fantomizacji istnienia Polski

Kraj, w którym siły polityczne robią sobie na złość, nie bacząc na dalej sięgające skutki, nie przetrwa zbyt długo, bowiem rozszarpią go okoliczne sępy. Jeżeli mimo wszystko trwa dalej, to znaczy, że zamieszkujący go lud dysponuje niesłychaną siłą witalną. Tak właśnie rzeczy mają się w odniesieniu do naszej Polski - pisze Witold Gadowski w "Gazecie Polskiej".

Oto bowiem urzędujący prezydent przedstawia projekt ogólnonarodowego referendum na temat tzw. Zielonego Ładu i właściwie dyskusja powinna toczyć się nad samą ideą i jej kształtem; a tu w nocy otwierają się senackie drzwi, wyłażą jakieś dwa babska (senatorki, jak się okazało) i kipią wprost satysfakcją, że udało im się uwalić pomysł prezydenta… No bo to Nawrocki, a jak wiadomo, to PiS-owskie pomysły. Gdyby identyczne złożenia przedstawił Tusk, to te same babska piałyby z zachwytu. 

Nikt nie mówi o niedoskonałościach prezydenckiego projektu, nie zajmuje się samą ideą ogólnonarodowej dyskusji na temat unijnych debilizmów, które mordują gospodarkę. Trwa grzmocenie się łopatkami w piaskownicy. Nikt nie oceni działań z perspektywy dobra państwa, nikt nie rozpocznie dyskusji nad ulepszeniem nienajlepszego projektu… Po prostu nie o to chodzi. Zabawa w grę „kto kogo” się ciągnie. 

Trwa fantomizacja istnienia polskiego państwa. Ugrupowania wolą sprzymierzać się z obcymi niż szukać porozumienia ze swoimi. Takie postawy są wręcz idealne do wykorzystywania przez wywiady wrogich nam krajów. Państwo, w którym fikcja zajmuje miejsce realnego działania, musi zanikać i stawać się polem do rozgrywania obcych spraw. 

Co jakiś czas rządzeni w taki sposób obywatele przypominają nominalnym władzom o swoim istnieniu. Odbywają się wtedy masowe demonstracje w stolicy. Rytualnie słychać głos protestu, żądania zmian i naprawy państwa. Warszawa ma jednak to do siebie, że dawno już ogłuchła na takie zdarzenia.

Ot przychodzi wielka manifestacja, przepływa i wszystko wraca do starego biegu. Jak wielka woda, na którą nastawione są wytrzymałe wały. 

Manifestacje powodują opadnięcie emocji i poza nimi nie działają w żaden sposób. Polski po prostu nie da się odmienić poprzez warszawskie demonstracje. Rządzący od dawna nauczyli się sobie z tym radzić. Mają na tę okoliczność cały zestaw pustosłowia i nic nieznaczących gestów.

Oczywiście odnoszę się do ostatniej dużej manifestacji Solidarności. Ulice Warszawy od dawna stały się sceną przemarszów i okrzyków, które zupełnie nie wpływają na sytuację. Gdybyż choć raz można było wszystkich zaskoczyć nowymi pomysłami i siłą, która nie wyparuje natychmiast po wyjeździe autokarów z protestującymi!

Jeżeli jednak nie zmienimy świata polityki, to będziemy się nieustannie potykać o agenciaków reprezentujących interesy wszystkich, byle nie państwa polskiego, które oficjalnie im płaci. W Polsce kipi od agentury, a jeszcze żadnemu sprzedawczykowi głowa za to nie spadła.

Oczywiście prezydent mógł przygotować lepszy projekt referendum, manifestujący w Warszawie mogli bardziej konkretnie go wesprzeć, tak by Senatowi zadrżały łydki przy głosowaniu przeciw tej inicjatywie. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że silnik antypolski wciąż dostaje swoje paliwo i jest to całkowicie bezkarne. Prezydent powinien być groźny dla zdrajców siłą swoich koncepcji i nieugiętością w ich realizacji, a nadchodzące wybory parlamentarne powinny być strasznym cieniem, przez który agentura nie może zasnąć. Dlaczego jednak tak nie jest?    

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka