Bilion na wojsko
W Waszyngtonie odbyła się parada wojskowa z okazji 250. rocznicy powstania armii USA.
W Waszyngtonie odbyła się parada wojskowa z okazji 250. rocznicy powstania armii USA.
11 czerwca 1943 roku Reichsfuehrer SS Heinrich Himmler wydał rozkaz utworzenia na terenie ruin getta warszawskiego obozu koncentracyjnego – Konzentrationslager Warschau, zwanego potocznie „Gęsiówką”. Są tacy, którzy ten bezsprzeczny fakt będą negowali do dziś. W imię fałszowania historii i poprawności politycznej.
W dniu, w którym ważyły się losy rządu, do Radia Zet udał się minister infrastruktury Dariusz Klimczak, polityk PSL. I choć z tego dnia zapamiętamy wiele gróźb, manipulacji i kłamstw jego pryncypała, to i Klimczakowi udało się powiedzieć coś, co przejdzie do historii polskiej polityki.
O szacunku mówimy w kilku sytuacjach i znaczeniach. Na szacunek w sensie ontologiczno-aksjologicznym zasługuje każdy człowiek ze względu na posiadaną godność.
Są tacy szermierze pióra po prawicowej stronie, którzy za największy tryumf ostatnich wyborów uznali „zwycięstwo młodości”. Ogłosili, że „partyjna gerontokracja” z Nowogrodzkiej musiała postawić na młodość i dlatego mamy szansę, by Polskę odbić lewakom. Tylko młodość jest twórcza, intelektualnie sprawna i świeża.
„Kto się przezywa, sam się tak nazywa” – mówiła pani w podstawówce, stąd i tytuł komentarza. „Shitem” i „zj…bami” nazwali bowiem obaj politycy, chwalący się ze swadą niemieckimi korzeniami, mieszkańców wschodniej Wielkopolski i Radomia. Nie przypadkiem akurat tych okolic.
Bez ogródek definiował Janusz Palikot kiedyś swoje cele jako „zniszczenie godnościowych fundamentów prezydentury Lecha Kaczyńskiego”.
Każda kolejna zadyma, każda medialna awantura, która zajmie czymś opinię publiczną, odsuwa od Tuska pytania o jego porażkę, a więc i o zasadność jego dalszego trwania w polskiej polityce.
Nie będę się licytował, kto ma większe zasługi w zmianach politycznych w Polsce.
Ciekawe, czy zostanie coś z obiecanych podwyżek, ulg i inwestycji, które Donald Tusk ogłosił dwa dni przed wyborami…
Z prawdziwym smutkiem patrzyłem w Sejmie na Dorotę Olko, gdy mówiła o kryzysie mieszkalnictwa, o tym, jak poważne to wyzwanie dla rządu.
Przegrali. Z tymi ciemniakami, niewykształconymi chamami i prostakami. Przegrali, mimo że kantowali jak nigdy.
Niezależnie od wyniku głosowania nad wotum zaufania pewne jest, że Donald Tusk bezpowrotnie utracił coś, co w konfucjanizmie nazywa się mandatem niebios.
Kolejne sondaże, tym razem United Surveys dla WP, prognozują utratę władzy przez ekipę Donalda Tuska „w każdym scenariuszu”.
Wbrew pozorom tytuł nie odnosi się do kolejnej kumulacji w grach liczbowych, lecz do sumy strat żołnierzy rosyjskiego agresora na Ukrainie.
Trudno opisać wczorajsze wydarzenia, nie wpadając w banalne frazy o dwóch Polskach, może nawet – dwóch światach. Rano w sejmie o wotum zaufania ubiegał się Donald Tusk. Skutecznie, ale jednak nie bez dużych kosztów własnych, widocznych na twarzy i w formie zarówno premiera, jak i jego ministrów. Po południu Karol Nawrocki odbierał z rąk szefa PKW, Sylwestra Marciniaka, zaświadczenie o wyborze na prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej.
Tak mogłoby być: wszędzie ruiny i zgliszcza.
Lewacki rząd Wielkiej Brytanii przestrzega przed „prawicowym terroryzmem”. Według obecnych brytyjskich władz „skrajnie prawicową, terrorystyczną ideologią” jest np. mówienie o zagrożeniach związanych z masową migracją. Ludzie mogą trafiać do więzień, zresztą to już się dzieje, jeśli powiedzą lub napiszą, że zalewanie Wielkiej Brytanii migrantami jest czymś złym.