Wygaszanie Tuska
Dzień po dniu Donald Tusk trwoni swój kapitał osobowościowy, bo ludzie coraz częściej widzą jego zagubienie i słabość.
Dzień po dniu Donald Tusk trwoni swój kapitał osobowościowy, bo ludzie coraz częściej widzą jego zagubienie i słabość.
Wraca dyskusja nad pensum nauczycieli.
Wczoraj w miejscowości Osiny coś spadło na pole kukurydzy.
Wicepremier Krzysztof Gawkowski specjalnie przerwał zagraniczny urlop tylko po to, by przyjechać na posiedzenie rządu i dowiedzieć się, że wcale nie musiał się na nie fatygować. Nie musiał, ponieważ zjawił się na nim nieoczekiwanie Władysław Kosiniak-Kamysz, również wicepremier, który poprowadził obrady pod nieobecność premiera Donalda Tuska. Jeszcze dzień wcześniej mówiło się, że szefa ludowców nie ma na miejscu, więc jeśli Gawkowski się nie zjawi, nie będzie komu pokierować Radą Ministrów. Tym samym dowiedzieliśmy się, że poziom komunikacji w rządzie jest już tak fatalny, że wicepremierzy nie są w stanie ustalić między sobą, który zastępuje premiera.
„Źle się dzieje w państwie duńskim” – to cytat z szekspirowskiego „Hamleta”.
Donald Tusk przechwala się swoimi kontaktami z europejskimi politykami w ramach tzw. koalicji chętnych. Kiedy jednak „koalicja chętnych” została zabrana przez prezydenta Ukrainy na spotkanie z prezydentem USA, to Tuska w Waszyngtonie zabrakło. Dlaczego? Odpowiedź jest oczywista, ale większość komentatorów udaje, że jej nie widzi.
Kolejny tydzień opinię publiczną bulwersują skandale w Instytucie Pileckiego. Rozgrywająca się wokół niego historia ma dwa wymiary.
Zamiłowanie marszałka Józefa Piłsudskiego do pasjansa mylnie łączono z wróżbiarstwem. Układanie kart przy herbacie w jego przypadku można interpretować raczej jako ćwiczenie strategicznej cierpliwości – cnoty, której często brakuje nawet bardzo utalentowanym politykom.
Polska jest najbardziej proamerykańskim krajem w Europie i największą przeszkodą do wbicia klina pomiędzy Brukselę a Waszyngton. Znane jest znaczenie Warszawy jako lidera wschodniej flanki NATO, pomostu dla ukraińskiej obrony i hubu bezpieczeństwa dla państw bałtyckich.
Waldemar Żurek w normalnie funkcjonującej demokracji nigdy nie objąłby funkcji ministra sprawiedliwości. Powody są oczywiste – mimo że jest prawnikiem i byłym sędzią, kompletnie nie rozumie, czym jest wymiar sprawiedliwości, dlaczego jest kiepsko oceniany przez społeczeństwo – i to nie teraz, a od wielu lat, jeszcze przed 2015 r.
Temat szczytu na Alasce i rozmowy Donalda Trumpa z Władimirem Putinem, wiadomo jak zakończone, zdominował w ostatnich dniach światowe media, przez co uwadze umknęły doniesienia z Białorusi odnośnie do zbliżających się wielkimi krokami manewrów Zapad-2025 planowanych na wrzesień.
Dwóch dżentelmenów opartych o murek kościoła pod Janowem Lubelskim dyskutuje o ostatnich wydarzeniach. Ten odziany w skóry, który zsiadł z motocykla, rozważa dziwną zmienność losu: „... i tak go, panie, poniewierali, błotem obrzucali – i, patrz pan, został prezydentem!”. Wąsaty jegomość w kapeluszu uśmiecha się zamyślony, jakby słuchał jakiejś przypowieści. Scena niczym kadr z filmu. Ale to nie film.
To strategiczna dla bezpieczeństwa instytucja, o której niewiele osób słyszało. Gdyby jednak doszło tam do awarii, wówczas odbiłoby się to na każdym z nas. Centrum Informatyczne Resortu Finansów (CIRF), komórka Ministerstwa Finansów odpowiedzialna za usługi IT dla całego resortu.
Mianowany przez koalicję 13 grudnia dyrektor Instytutu Pileckiego, prof. Krzysztof Ruchniewicz, planował zorganizowanie seminarium o zwrocie dóbr kultury przez Polskę m.in. Niemcom oraz Żydom – ten tekst w dzienniku „Rzeczpospolita” wywołał skandal.
Dementuję krążące dotąd plotki.
„Kibice” Maccabi Hajfa podczas meczu z Rakowem Częstochowa wywiesili transparent oskarżający Polaków o współudział w Holokauście.
„Nie ma afery KPO” – powtarzali jak mantrę w mediach dziennikarze i emerytowani politycy, których łączy bezwarunkowe oddanie obozowi władzy.
Sytuacja finansowa młodych ludzi jest alarmująca.