Aborcja obowiązkiem, nie prawem
Według sądu aborcja wywoła u niepełnosprawnej umysłowo mniejsze cierpienie niż ewentualne odebranie jej narodzonego dziecka.
Według sądu aborcja wywoła u niepełnosprawnej umysłowo mniejsze cierpienie niż ewentualne odebranie jej narodzonego dziecka.
Ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego dały bezprecedensowy wynik, który spowodował zacięcie się zwyczajowych procedur podziału stanowisk w Unii Europejskiej. Tradycyjny mechanizm uzgodnień politycznych między dwiema dominującymi dotąd frakcjami PE – Europejską Partią Ludową (EPP) oraz Postępowym Sojuszem Socjalistów i Demokratów (S&D) – wobec strat wyborczych obu tych ugrupowań okazał się niewydolny.
W Ekwadorze odbyły się demonstracje przeciwko wprowadzaniu małżeństw jednopłciowych. Siły po(d)stępu zastosowały tam znaną sztuczkę obejścia demokratycznych wyborów obywateli, którzy mogliby się z taką decyzją nie zgodzić, i wykorzystały do tego celu… Trybunał Konstytucyjny.
Ryszard Petru, przedstawiony Polakom jako wybitny ekonomista, po raz kolejny skompromitował się, nie przedstawiając w terminie sprawozdania finansowego swojej nowej partii. Ten były doradca Leszka Balcerowicza jest klasycznym przykładem tego, jacy to ludzie przez lata decydowali o Polsce. Balcerowicz był tylko pilnym wykonawcą poleceń Jeffreya Sachsa, który z kolei został wysłany do Polski przez George’a Sorosa.
Fundament został wylany, czas na postawienie solidnych ścian. Ściany te, mówiąc obrazowo, to silna, zdrowa i niezależna klasa średnia. Budowa tej klasy powinna być jednym z priorytetów rządów PiS na kolejną kadencję.
Nie ma demokracji bez wiarygodności polityków. Po 1989 r. partie systemu postkomunistycznego okłamywały Polaków, więc cały system III RP opierał się na kłamstwie. Obiecywano różne rzeczy, skwapliwie ukrywano inne. Działano według zasady „ciemny lud to kupi”. Przy dominacji w mediach, biznesie i wielu innych instytucjach ugrupowania postkomunistyczne miały poczucie bezkarności. System funkcjonował tak, by niezależnie od tego, jak głosują Polacy, zawsze rządził ten sam obóz.
Źle się dzieje, gdy mesjasz się zepsuje. Zwłaszcza że często pierwsze usterki są niezauważalne. Przez co jego upadek tym bardziej zaskakuje biednych wyznawców. Tak było i tym razem. Jednego dnia był królem Brukseli, władcą tej mitycznej i ukrytej za mgłami krainy Salonów Europejskich, na kolejnych okładkach powracał na białym koniu. Był tuż, tuż, niby tak odległy, a do dotknięcia. Nieobecny, ale czule opiekujący się swoimi wyznawcami. I nagle koniec.
Stało się! Polska zainicjowała akcję, która zablokowała kandydaturę Fransa Timmermansa na stanowisko szefa Komisji Europejskiej. To polski rząd z premierem Mateuszem Morawieckim zbudował koalicję, która okazała się wystarczająco silna, aby to zrobić. Gdyby nie polski opór, nawet sarkające na tego kandydata rządy państw naszego regionu pewnie uległyby woli kanclerz Angeli Merkel i prezydenta Emmanuela Macrona.
W tym samym czasie, gdy PiS wykuwa program na kolejne dwie kadencje w Katowicach, opozycja negocjuje zjednoczenie i nikt tak naprawdę nie wie, kto z kim zawiąże koalicję. Nie ma bardziej wyrazistego sygnału dla wyborców, kto jest przygotowany do jesiennej batalii o parlament.
Przy tej czy innej okazji powraca echem niemal powszechny rechot celebrytów, jak ten na wypowiedź Macieja Stuhra o katastrofie smoleńskiej. Podobnych zachowań doświadczamy na różnych imprezach, na których pojawia się aluzja do PiS lub osób związanych z tą formacją.
Dziś jedyną kartą przetargową Platformy Obywatelskiej i przyległości jest wyłącznie to, że są anty-PiS‑em. To wciąż dość, żeby zebrać dwadzieścia kilka procent sondażowego poparcia. I o wiele za mało, żeby zagrozić Prawu i Sprawiedliwości. Poza byciem anty-PiS‑em Platforma jest dziś niczym.
Podczas kolejnej konwencji programowej PiS nikt się nie zastanawiał, jak wygrać wybory, bo głównym przedmiotem kilkudziesięciu debat z udziałem setek ekspertów oraz równie poważnych rozmów kuluarowych była przyszłość Polski – i to rozumiana długofalowo, wykraczająca daleko poza cykle wyborcze.
Platforma Obywatelska przedstawiła swój sztab. Dowiedzieliśmy się, że Grzegorz Schetyna montuje skład zwycięzców i zapowiada nową jakość. O nowej jakości mają decydować ludzie, którzy swoją jakość prezentowali już w realiach postkomunistycznego systemu władzy wielokrotnie.
Wyśmiewanie wioskowych głupków głosujących na PiS – taką nowatorską metodę prowadzenia kampanii bezpośredniej wymyślił Bartosz Arłukowicz. Wcześniej ogłosił w „GW”, że rozmowy z wyborcami PiS się nie boi. Faktycznie! Z filmików kampanijnych to aż bije.
Coraz wyraźniej widać, że środowiskom LGBTQ itd. nie chodzi o żadną tolerancję, ale o narzucanie lewicowej ideologii opartej na antywartościach i prowadzącej do „dyktatury proletariatu”, który zastępują mniejszości ukryte pod poszczególnymi literkami. Cała ta ideologia opiera się na kłamstwie.
Wychowałem się na „Pieśni o żołnierzach z Westerplatte” Gałczyńskiego, napisanej na gorąco, we wrześniu 1939 r. Nawet dziś, gdy wspominam te strofy – czuję ucisk w gardle. Jakim trzeba być ignorantem (zaprzańcem?), by odmawiać bohaterom Morskiego Batalionu godnego upamiętnienia? Jak można gloryfikować Wolne Miasto Gdańsk, którego władze odpowiedzialne były za masowe mordy Polaków i Żydów (Piaśnica itp.)?
Mam dwie bardzo dobre prognozy i zacznę od meteorologicznej, chociaż w chwili publikacji felietonu będzie to rzecz nieaktualna. Kończą się upały, czyli naturalnym porządkiem rzeczy od pierwszych dni lipca zaczną się narzekania na chłodne lato i popsute urlopy.
W obozie rosyjskim zamieszanie. Oto pojawili się krytycy Konfederacji, zarzucający jej tchórzostwo, kunktatorstwo i zbyt małą liczbę szurów w jej szeregach. Maciej Maciak, właściciel Rosyjskiego Głosu z Włocławka, zmiażdżył Konfederację za brak pryncypialnego klasowego stanowiska. Przywódcy Konfederacji „mają bardzo dużo brudu za paznokciami, dziwnie walczyli, nie złożyli protestu wyborczego”, a na domiar złego Konfederaci „nie rzucili się na takich Gadowskich”, którzy mówili o możliwości sojuszu z PiS.