Ofiary kłamstw Ewy Kopacz
„Każda grypa przynosi swoje ofiary” – to słowa minister zdrowia Ewy Kopacz w rządzie Donalda Tuska, wypowiedziane na początku 2011 r. w jednym z programów radiowych.
„Każda grypa przynosi swoje ofiary” – to słowa minister zdrowia Ewy Kopacz w rządzie Donalda Tuska, wypowiedziane na początku 2011 r. w jednym z programów radiowych.
Na naszych oczach w polityce międzynarodowej przemija postać świata, by użyć tytułu znanej książki Hanny Malewskiej. Rzeczywistość jest dynamiczna i to, co było dogmatem 10 lat temu, dziś jest już passé. A dotyczy to największych światowych graczy, a także relacji między nimi.
Mimo że jesteśmy dopiero na początku kampanii wyborczej, śmiało można powiedzieć, że będzie ona najbardziej brutalna ze wszystkich, jakich byliśmy świadkami w ciągu minionych trzydziestu lat. I że będzie obfitowała w absurdy, których już teraz nie brakuje.
Wiosna idzie. Wiedzą Państwo, skąd mam takie przekonanie? Na pewno nie z powodu pogody w Polsce, która jest taka, że listopad trwa już ponad kwartał, tylko stąd, że wielkimi krokami zbliża się kolejny Wielki Wyjazd na Węgry organizowany przez kluby „Gazety Polskiej”.
Istnieją dwie zasadnicze korzyści z obchodów Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Pierwsza, oczywista, polega na pamięci o Niezłomnych, którzy oddali wszystko w obronie fundamentów polskiej wspólnoty i państwowości, dobra, wiary i przyzwoitości, bez których nie istnieje żaden polski dom.
Małgorzata Kidawa-Błońska przedstawiła swoją wizję prezydentury, przygotowaną przez eksperta od marketingu politycznego Mirosława Oczkosia. Później ten sztabowiec zachwalał konwencję Koalicji Obywatelskiej w mediach.
Portal TVP.info opublikował nagranie rozmowy między najbogatszym Polakiem w historii III RP, nieżyjącym Janem Kulczykiem, a wieloletnim premierem z ramienia SLD, dzisiaj posłem do Parlamentu Europejskiej wybranym z list Platformy – Leszkiem Millerem.
W sprawie Grodzkiego i oskarżeń o łapówki wody w usta nabrali celebryci, jakże ochoczo manifestujący swój sprzeciw wobec rekompensat dla mediów publicznych wypłacanych w formie obligacji.
Z pełnym komfortem i czystym sumieniem mogę sobie pozwolić na kpinę z mądrej inaczej opozycji, bo w sprawie palca wypowiedziałem się jednoznacznie. Gest Lichockiej to samograj, który w naturalny sposób się kojarzy, pasuje do wielu symbolicznych obrazków i nie ma większego znaczenia, co kto widział i jak się tłumaczył. Rzecz dało się przerwać tylko w pierwszym kwadransie po rozlaniu mleka. Niestety poszło to w zupełnie innym kierunku.
Reakcje na ujawnione przez serwis TVP.info taśmy nie były zaskakujące. Media związane z Platformą albo je przemilczały, albo – jak Onet – uznano, że to po prostu nic ciekawego. Jak widać, dla funkcyjnych Onetu fakt, że biznesmen (Kulczyk) mógł po prostu ustawiać najbardziej znanemu polskiemu reżyserowi (Wajdzie) film w celu wykreowania fałszywego wizerunku Wałęsy, by móc to wykorzystywać w walce z PiS, nie jest niczym niezwykłym.
Dziesięć lat temu Prezydent RP prof. Lech Kaczyński wyszedł z inicjatywą ustawodawczą w zakresie uchwalenia nowego państwowego święta pod nazwą Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.
Stalin uważał się za wielkiego językoznawcę, Putin zaś postanowił zostać wielkim historykiem i nie przestaje zadziwiać naukowców oraz opinii publicznej na świecie.
Z rosnącym zdziwieniem przyglądam się temu, co się dzieje wokół koronawirusa. Nie, nie kwestionuję tego, że może być on śmiertelny i groźny, ani nawet tego, że biorąc pod uwagę tempo jego rozprzestrzeniania się, może on wywołać pandemię. W niczym nie zmienia to jednak faktu, że mam też świadomość, że na świecie w tym samym czasie o wiele więcej osób zmarło na „zwykłą” grypę (o takich zabójcach jak choroba wieńcowa czy nowotwory nie wspominając) niż z powodu osławionego koronawirusa. Skąd zatem taka panika?
Właśnie przeczytałem, że Komisja Europejska łagodzi atak na Polskę, gdyż procedura odbierania środków za reformowanie ubeckich sądów ma być wydłużona. Nie ma się z czego cieszyć, ponieważ zastąpiono ją jedynie metodą skuteczniejszą, a więc groźniejszą.
Wczoraj w nocy ostrzelano moje biuro poselskie w Nowym Dworze Mazowieckim. Policja prowadzi śledztwo. Prawdopodobnie była to broń pneumatyczna. Stare polskie przysłowie mówi: „Od rzemyczka do koziczka”. Od kilkunastu dni moje nowodworskie biuro było oklejane nienawistnymi plakatami. Jak widać – nie wystarczyło. Nienawiść słowna to było za mało.
Przed nami kolejny Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. W tym roku będziemy go obchodzić już po raz 10., co z pewnością zaowocuje mnóstwem różnych inicjatyw, zwłaszcza oddolnych.
Do ciekawego rozłamu doszło w społeczności LGBT. Okazuje się, że czasami interesy litery „L” kłócą się na przykład z interesami litery „T”. Znana amerykańska blogerka LGBT pokazała pewien modny gest swojej społeczności. Oto dlaczego tak się stało i co z tego wynikło.
Minęła 67. rocznica zamordowania gen. Augusta Emila Fieldorfa. Komuniści powiesili go 24 lutego 1953 roku. A ja wrócę do roku 2009, kiedy na ekrany wszedł film „Generał Nil”. Dwa dni przed premierą w „Gazecie Wyborczej” reżyser Ryszard Bugajski włożył w usta córki „Nila” Marii Fieldorf-Czarskiej niewypowiedziane przez nią słowa, że „generał Fieldorf by żył, gdyby Polską nie rządziła wtedy mafia żydowska”.