Musimy zawalczyć o Polskę!
Przed nami ostatnie dni kampanii wyborczej. Od nich będzie zależało, czy i jak będzie rozwijała się nasza ojczyzna. Polityczny salon III RP nie cofnie się przed niczym, aby wygrał jego faworyt, Rafał Trzaskowski.
Przed nami ostatnie dni kampanii wyborczej. Od nich będzie zależało, czy i jak będzie rozwijała się nasza ojczyzna. Polityczny salon III RP nie cofnie się przed niczym, aby wygrał jego faworyt, Rafał Trzaskowski.
Podczas „debaty” w Lesznie Rafał Trzaskowski ewidentnie się zdenerwował po pytaniu o Jolantę Lange, wcześniej Gontarczyk, która była niebezpiecznym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Udawał, że nie zna tematu. Problem jest jednak taki, że osobiście zadawałem pytanie o tę osobę 20 sierpnia 2019 r.
Każdy, kto oglądał dziwaczną debatę prezydenta Andrzeja Dudy z nieobecnym konkurentem, musiał odnieść wrażenie, że jest świadkiem znanej z bokserskich treningów walki z cieniem.
Szkoda, że nie udało się przeprowadzić klasycznej debaty między urzędującym prezydentem a pretendentem. Trudno nazywać oba wydarzenia – w Końskich i Lesznie – debatą, kiedy nie ma bezpośredniej relacji, nie mogą sobie zadawać pytań, brakuje szansy riposty.
To „żenujący produkt niegodziwej małostkowości i zawiści o martyrologiczną pamięć” – tak prof. Jan Hartman w tygodniku „Polityka” wyraził się o plakatach Wojtka Korkucia, upamiętniających 14 czerwca 1940 roku: pierwszy transport, w którym Niemcy wywieźli 728 Polaków z Tarnowa do Auschwitz. Szczególnie twierdzenia o „dewastowaniu resztek reputacji naszego kraju” i „potwierdzaniu stereotypu Polaków antysemitów, wypierających się swych win” przypominają innego profesora – Jana Grabowskiego.
Obalanie pomników przez ruchy Black Live Matter budzą mój intelektualny niepokój. Z pewnością podobne pytania stawiali sobie również wszyscy ci, który przyglądali się rewolucji bolszewickiej, robionej także w imię równości klas i wyzwolenia spod ucisku. Należy sobie jednak zadać pytanie, co będzie następne i jakie rewolucje dotkną przyszły świat.
Pięć lat temu mieliśmy według wielu obserwatorów do czynienia z najciekawszą kampanią od lat. Tym razem obserwujemy natomiast najbrutalniejszą kampanię od początku polskiej demokracji. Zwolennicy Rafała Trzaskowskiego atakują kolejne grupy i osoby, PiS natomiast wydaje się nie dostrzegać wielu zagrożeń, tak jakby wszyscy, którzy mogliby pamiętać, skąd wzięła się podwójna wygrana w 2015 r., byli zajęci czymś innym lub sporo pozapominali.
Umówmy się, drogi Czytelniku, że spiskowa teoria dziejów, tak wyśmiewana przez postępowych mędrków, nawet gdyby była niesłuszna, z jakiegoś powodu wszakże powstała, a powodem tym była skrajna nieufność ciemnego ludu wobec oficjalnej wersji historii podawanej mu przez elity do wyznawania jako jedynie słusznej. Studiowałem niegdyś historię i jak każdy, kto choćby jej liznął, znam dziesiątki przykładów spisków, które zmieniły lub w przypadku sukcesu mogły zmienić losy poszczególnych krajów, a nawet świata.
Konfederaci powtarzają jak mantrę, że PiS nie jest ideową prawicą i że jest to w istocie partia socjalistyczna. O charakterze partii decydują przede wszystkim dwa kryteria: ideowo-aksjologiczne i gospodarczo-społeczne.
Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy oraz polityczne decyzje, jakie podjęte zostały w Stanach Zjednoczonych w kwestii długofalowych relacji z Polską, to jedne z najważniejszych dla polskiego bezpieczeństwa spraw, jakie udało się załatwić polskiej dyplomacji w ostatnich dekadach.
Gdy prezydent Andrzej Duda ogłosił Kartę Rodziny, Komitet Bioetyki PAN opublikował apel „do wszystkich uczestników życia publicznego, w szczególności do polityków większości parlamentarnej oraz sympatyzujących z nimi dziennikarzy, o zaprzestanie wygłaszania i rozpowszechnia nienawistnych, pogardliwych i dehumanizujących komentarzy na temat osób identyfikujących się jako osoby homoseksualne, biseksualne lub transpłciowe (LGBT)”.
Trzeba mieć świadomość, że opór przeciwko oczyszczaniu Kościoła, przeciwko niewygodnym decyzjom będzie ogromny, a skala przestępstw i ich tuszowania dopiero nas zaskoczy.
Znowu wybory – i podobnie jak w ostatnich latach, naprzeciwko siebie stoją dwie wizje polityki. Chociaż to właściwie błędne określenie. Z jednej strony mamy bowiem tych, którzy w politykę wierzą. Rozumianą w dość klasyczny sposób. Jako wizję konkretnej wspólnoty, jej dobra, tego, w którym kierunku powinna iść.
Sławomir Nitras nie ustaje w pracy na rzecz sztabu PiS. Jak inaczej określić nerwowe zachowania prominentnego posła Koalicji Obywatelskiej, który agresywnie reaguje na widok ideowych przeciwników na wiecach Rafała Trzaskowskiego?
Ingerencja niepolskich mediów w kampanię wyborczą osiągnęła stan krytyczny, a nawet bardzo krytyczny. Artykuły „Faktu” zarzucające prezydentowi coś, czego nie zrobił, i sugerujące popieranie pedofilii. Ciągła nagonka Onetu i TVN. Żałosne ustawki debat, w których pytania mieli zadawać tzw. dziennikarze na co dzień plujący jadem na wszystko, co prezydenckie, rządowe czy polskie.
Wydawca „Gazety Polskiej Codziennie” postanowił wznowić wydawaną ponad 20 lat temu w Warszawie gazetę „Express Wieczorny”. Ta niezwykle popularna popołudniówka będzie ukazywać się w piątki jako dodatek do wydań „Codziennej”.
Każdy piszący do prasy zna określenie deadline, czyli ostateczny termin, w którym materiał musi być dostarczony redakcji. Taki tytuł nosił też klasyczny film z 1952 r. z Humphreyem Bogartem grającym dziennikarza występującego przeciw wielkim tego świata.
Media, które – tak jak politycy POstkomuny, którym sprzyjają – są zaangażowane w walkę z mediami publicznymi, łamią kolejne granice zawodowej etyki. „Fakt” publikuje zdjęcie prezydenta i tekst wprost z rynsztoka, podobnie rynsztokowy dodatek w milionowym nakładzie wydaje „Gazeta Wyborcza”.