Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Grzegorz Wszołek
13.08.2026 11:13

Zero zdziwienia

Złodziejstwo – bo tak trzeba to nazwać – środków po powodzi jest świadectwem upadku polityków Koalicji Obywatelskiej, którzy sądzili, że złapali byka za rogi – w tym wypadku władzę – i w związku z podziałem na prawicy, jej słabościami i parasolem ochronnym dużych mediów prywatnych mogą pozwolić sobie na wszystko.

Wyłudzenia dotacji na KPO, traktowanie szpitali jak prywatnego folwarku, zatrudnianie znajomych w spółkach skarbu państwa, wreszcie – ograbianie powodzian z należnych im pożyczek. Jeśli wsłuchamy się dokładnie w to, co mówił we wtorek Donald Tusk, wyłania się nam obraz zdegenerowanej kliki. Oto premier wprost przyznał, że w związku ze skalą uruchomionych środków na pomoc mieszkańcom zalanych terenów sprzed dwóch lat liczył się z – jak to ujął eufemistycznie – „nadużyciami”. Najważniejszy polityk w układzie rządzącym wyjawił, że spodziewał się kradzieży pieniędzy publicznych. Któż zna lepiej takie osoby, jak była wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego i działaczka KO Anna Konieczyńska, niż sam Tusk? Tyle że nie można uczciwie rozliczać i zarzucać poprzednikom rozkradania środków publicznych na podstawie przede wszystkim publicystycznych przesłanek, gdy samemu się bezradnie przyznaje, że otoczenie to zwykli złodzieje.

NAJNOWSZE