Prochy bohatera sprowadzili do Polski żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej, jednostki też znienawidzonej przez opozycyjnych totalniaków. Kpt. Białous nie został wyklętym przez komunistów Żołnierzem Niezłomnym. Po Powstaniu Warszawskim trafił z niemieckiego obozu jenieckiego do Wlk. Brytanii (służył u gen. Sosabowskiego), a potem do Argentyny, gdzie zmarł w 1992 r. Teraz jego szczątki podążyły w odwrotną stronę – z Buenos Aires, przez bazę Ramstein w Niemczech, do Polski. W tej ostatniej drodze do umiłowanej Ojczyzny kapitanowi asystowały myśliwce F-16. „Wybitny architekt, harcerz, żołnierz bronił Warszawy we wrześniu 1939 r. Został ciężko ranny. Potem tworzył Szare Szeregi, uczestniczył w akcji pod Arsenałem” – przypominał w skrócie bogatą biografię Białousa szef MON.
Przed wojną nie tylko ukończył architekturę na Politechnice Warszawskiej, ale także kurs Szkoły Podchorążych Rezerwy Saperów w Modlinie. W antyniemieckim podziemiu tworzył Grupy Szturmowe Szarych Szeregów – podległe Kierownictwu Dywersji Komendy Głównej AK. Podczas wspomnianej Akcji pod Arsenałem 26 marca 1943 r. Białous dowodził Oddziałem Specjalnym „Jerzy” (od jego pseudonimu). Po śmierci Tadeusza Zawadzkiego rozkazał zmianę nazwy na Baon Szarych Szeregów „Zośka”. W Powstaniu Warszawskim kpt. Białous przeszedł szlak bojowy od Woli poprzez Starówkę na Czerniaków. „Cementem [...] było bezsprzecznie najwyższe koleżeństwo, którego żywym dowodem byliście Wy wszyscy, polegli, dalecy a tak bliscy Przyjaciele” – napisał we wspomnieniach „Walka w pożodze”. Teraz spoczął u boku swoich Przyjaciół w kwaterze „Zośki” na stołecznych Powązkach Wojskowych.