Wybuch nastąpił krótko po godz. 15. Delegacja z Chruszczowem przejechała jednak obok posterunku dwie godziny później, kiedy teren był już zabezpieczony. W aktach śledztwa czytamy: „W godzinach zbliżonych do planowanego przejazdu przy ul. Armii Czerwonej nastąpiła eksplozja zawieszonej na jednym z drzew bomby zegarowej. Ta zbieżność wskazuje w sposób nie budzący wątpliwości, że celem sprawców było dokonanie gwałtownego zamachu na członków ww. Delegacji. W wyniku eksplozji częściowemu zniszczeniu uległo drzewo, wyleciały szyby z kilku okien, a jedna osoba została lekko ranna odłamkiem”. Czy bombiarz nie wiedział, że pierwsi sekretarze pojawią się później, gdyż zabawili gdzieś w powiecie będzińskim, czy specjalnie przyspieszył wykonanie planu? Czy była to prawdziwa próba zamachu, czy tylko pozorowana akcja? Do dziś nie udało się tego ustalić. Milicja aresztowała Halinę Rokicką, bo na ulicy zaczęła uciekać przed milicyjnym psem. Podczas rewizji w jej domu znaleziono narzędzie niedoszłego mordu. Był to... drut, służący do rozwieszania prania. Uznano, że użyto go do zainstalowania bomby. W areszcie w Katowicach kobietę polewali wodą, znęcali się nad nią psychicznie. Zarzut – próba obalenia siłą ustroju, za co groziła kara śmierci. Bezpieka aresztowała jeszcze dwóch innych członków rodziny Rokickiej. Po trzech tygodniach wszyscy zostali zwolnieni. Prawdziwy bombiarz – Stanisław Jaros – wpadł dwa lata później, gdy w podobny sposób, w tym samym Zagórzu, chciał zabić Władysława Gomułkę.
Zamach znów się nie powiódł, ale niedoszły zabójca został skazany na karę śmierci i powieszony.