Jak wiadomo, im więcej Rosja sprzeda gazu, tym mniej będzie go miała dla swoich obywateli, a oni, gdy solidnie zmarzną, zażądają natychmiastowego zakończenia wojny. Żarty na bok. Trudno o bardziej dobitne potwierdzenie, jak bardzo słuszne były pretensje Donalda Trumpa, gdy wytykał europejskim członkom NATO, że sami finansują swojego wroga. Tak, zima jest ostra, ale cóż to za argument? Dwanaście lat po rosyjskiej aneksji Krymu widać, jak bardzo ten czas zmarnowano. Łatwo dziś oburzać się na, powiedzmy, Węgrów, którzy rosyjski gaz kupują, trudniej odpowiadać na pytanie: „A co zrobiliście, by dać im inny wybór?”. Tymczasem Wielka Brytania woli inwestować w wiatraki niż w gaz czy atom, Niemcy chcą płacić Rosji, a nie Ameryce, a europejskie pieniądze jak dawniej są paliwem napędzającym rosyjską machinę wojenną. Ot, europejska „suwerenność strategiczna” w pełnej krasie.
Z gazem na Rosję
Unia Europejska wreszcie znalazła sposób na zakończenie rosyjskiej agresji na Ukrainę. Jaki? Prosty: w styczniu 2026 r. zwiększyła import gazu z Rosji o 10 proc.