„Błędy może i były, wypaczenia są, ale idea wydaje się co do zasady jak najbardziej słuszna” – tak brzmiała maskowana, tchórzliwa wręcz krytyka systemu totalitarnego. A populizm czy faszyzm (niepotrzebne skreślić) oczywiście jest gorszy. Tymczasem kończę właśnie tłumaczenie nowej książki Patricka Deneena – wybitnego amerykańskiego politologa, który twierdzi, że klasizm i plutokracja to nie żadne „wypaczenia”, tylko typowa cecha współczesnego liberalizmu. Co więcej, jest ona wpisana w gruncie rzeczy w tę ideologię polityczną od zawsze. Pół biedy, kiedy liberałowie bronili jeszcze interesów drobnych posiadaczy. Zgubili jednak już dawno klasę średnią i jej wartości. Jako drapieżne elity postępują wszak poniekąd nadal, jak John Locke nakazał. Grabią to, co wspólne – czyli niczyje i dzięki pracy – a przewałami przekazują jednostkom, czyli sobie. I tak liberalizm pożera dziś własne dzieci.
Wypaczenia liberałów
Może to Państwa zaskoczy, ale przynajmniej w moim środowisku jest paru ludzi przyzwoitych, którzy jednocześnie utożsamiają się z poglądami liberalnymi. Ich reakcja na to, co obecnie wyrabia Koalicja Obywatelska – afera goni aferę, felietonu nie starczy, by wymienić – jest podobna do reakcji zachodnich socjalistów na „Archipelag Gułag” pisarza i noblisty Aleksandra Sołżenicyna.