18-letni weterani przychodzili do szkoły z pistoletem, a proszeni, by nie zbijali butelek w internacie po północy, odpowiadali, że kto bił bolszewika, teraz bije butelki. Jak podeszła do nich II RP? Z miłością, wdzięcznością i wychowawczym programem. W gimnazjum im odpuszczano, a potem zabierano do szkół oficerskich, uczono posłuszeństwa i szacunku do kobiet. I zostawali najlepszymi kawalerzystami w Europie! Po 1989 r. też istniały watahy zdziczałej młodzieży. Zaoferowano im pracę w esbeckich firmach ochroniarskich oraz przestępczość. Wojsko to była parodia. Elity III RP uważały, że kto biedny, ten frajer, a patologia jest sama sobie winna. Za program przyjęły dorabianie się fortun, a na biedę i bezpieczeństwo państwa miały wywalone. Mam przed oczami twarze kolegów z dzielnicy, którzy w II RP byliby kawalerzystami, a w III RP szybko odeszli z tego świata. Na myśl, że wykolejeńcy z elit III RP mogliby wrócić, robi mi się niedobrze.