Sondażowe spadki kandydata lewicy na prezydenta pokazują, że Prawo i Sprawiedliwość wciąż z powodzeniem zagospodarowuje socjalny elektorat wiejski, małomiasteczkowy i zapewne też wielkomiejski. Elektorat, który w III RP wstydził się własnych motywacji społeczno-gospodarczych, bo wsparcie państwa dla mniej zamożnej części społeczeństwa było przez kompradorskie elity naprawdę źle widziane. Zdaję sobie sprawę, że dla części wyborców PiS kwestie socjalne to daleko za mało. Ale bez nich dawno nie byłoby tak dużego, utrwalonego poparcia dla rządzącej koalicji – mimo wszystkich wahnięć ostatniego czasu. Pozwolę sobie jednak na mniej oczywistą puentę: PiS ma za sobą także mniej liczny, ale wierny elektorat wśród nieco zamożniejszej postinteligencji, wielkomiejskiej klasy średniej. O nim również nie wolno zapominać w tym czasie.
Wyborcze rezerwy PiS
Spadki sondażowe Roberta Biedronia muszą niepokoić lewicę. Choć złośliwi twierdzą, że Włodzimierza Czarzastego ani trochę nie martwią. Byłaby w tym jakaś smutna, choć chyba nie aż tak nietypowana na lewicy logika: SLD od zawsze pilnuje, by nikt tam nie urósł ponad miarę. Zostawmy jednak wojnę w obozie czerwonych, różowych, tęczowych (niepotrzebne skreślić).