Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marek Bober
03.02.2026 13:07

Wolność Kuby jest blisko

Jeśli wierzyć dziennikowi „Financial Times”, zapasy ropy skończą się na Kubie w połowie lutego i rozpocznie się prawdziwy kryzys energetyczny. Z kolei jeśli dziennikarze „The Wall Street Journal” mają rację, administracja Donalda Trumpa postawiła sobie za cel zmianę reżimu na wyspie do końca 2026 r. W obliczu dyskusji o Grenlandii, Iranie czy o końcu wojny na Ukrainie sytuacja wokół Kuby pozostaje na uboczu, ale robi się ciekawa i stwarza realną perspektywę zmian politycznych.

Amerykański prezydent podpisał niedawno dekret ogłaszający stan wyjątkowy w związku z zagrożeniami dla USA ze strony Kuby, państwa wspierającego terroryzm, i rozpoczął procedurę nakładania ceł na kraje dostarczające ropę naftową reżimowi w Hawanie. Po ogłoszeniu decyzji Trump ocenił stan rzeczy na Kubie: „Wygląda na to, że jest to coś, co po prostu nie przetrwa”.

Trump i Rubio ostrzegają 

Donald Trump i sekretarz stanu Marco Rubio zaostrzyli język komunikatów pod adresem reżimu zaraz po pojmaniu prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, przedstawiając wyspę jako walące się państwo. 

– Kuba jest obecnie upadającym narodem, bardzo poważnie upadającym narodem. Chcemy pomóc ludziom na Kubie, ale chcemy też pomóc ludziom, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia Kuby i mieszkają w tym kraju – powiedział przywódca Stanów Zjednoczonych. 
Rubio użył ostrzejszego języka. – Kuba to katastrofa. Rządzą nią niekompetentni, starzy ludzie, a w niektórych przypadkach nie starzy, ale mimo to niekompetentni – wymieniał sekretarz stanu USA. – Nie mają gospodarki. Kraj jest w całkowitym upadku – wytknął, dodając, że „żadna ropa objęta sankcjami nie będzie mogła na Kubę dotrzeć”. 

W późniejszych wypowiedziach Trump sugerował, że Hawana powinna zawrzeć porozumienie z Waszyngtonem, i ostrzegał, że wyspa nie będzie już otrzymywać ropy ani pieniędzy z Wenezueli. 

W tym samym czasie amerykański wywiad przedstawił katastrofalny obraz sytuacji gospodarczej i politycznej Kuby, ale jego oceny nie potwierdziły jednoznacznie przewidywań Trumpa, że wyspa jest „gotowa do upadku”. Jednakże w swoim oświadczeniu Departament Stanu stwierdził, że w interesie bezpieczeństwa narodowego USA leży, aby Kuba „była kompetentnie zarządzana przez demokratyczny rząd i aby odmówiła goszczenia służb wojskowych i wywiadowczych naszych przeciwników”. 

Kubański prezydent Miguel Díaz-Canel zareagował i stanowczo bronił suwerenności wyspy, oskarżając USA o trwającą od dziesięcioleci agresję i deklarując gotowość kraju do obrony przed jakimkolwiek zagrożeniem zewnętrznym. – Kuba jest wolnym, niezależnym i suwerennym narodem. Nikt nie dyktuje nam, co mamy robić – ogłosił. 

Hawana oczywiście o wszystkie problemy obwinia Biały Dom i USA. Komunistyczny rząd oświadczył np., że amerykańskie sankcje kosztowały kraj ponad 7,5 mld dolarów w okresie od marca 2024 do lutego 2025 r. 

Kuba już teraz boryka się z poważnymi przerwami w dostawach prądu. Dla wyspy utrata wenezuelskiej ropy jest druzgocąca. Między styczniem a listopadem ub.r. Wenezuela wysyłała na wyspę średnio 27 tys. baryłek dziennie, pokrywając nawet 50 proc. potrzeb surowca na Kubie. Nadmieńmy, że w zamian tysiące kubańskich pracowników medycznych wysyłano do Wenezueli.

Poważny cios

Kuba doświadcza dramatycznego spadku ludności, szacunki sugerują, że populacja wyspy spadła już poniżej 8 mln. Oznaczałoby to spadek o 25 proc. w ciągu zaledwie czterech lat, spowodowany głównie masową emigracją i długotrwałą zapaścią gospodarczą. Z amerykańskich danych wynika, iż wyspa doświadcza historycznego exodusu ludności, a ponad 400 tys. Kubańczyków wyemigrowało do USA w ciągu ostatnich dwóch lat fiskalnych. 

Równocześnie badacze zajmujący się demografią Kuby twierdzą, że liczba ludności jest daleka od rządowych prognoz z 2015 r., które przewidywały ponad 11 mln mieszkańców do 2024 r. Kubańskie państwowe biuro statystyczne poinformowało, że na koniec 2024 r. liczba mieszkańców wynosiła 9,75 mln, co oznacza spadek o 300 tys. w porównaniu z rokiem poprzednim. Urzędnicy przyznają, że nastąpiła „głęboka” zmiana demograficzna, choć unikają określenia tej sytuacji mianem kryzysu. 

Rozpadająca się infrastruktura, chroniczne niedobory żywności i paliwa, załamanie usług publicznych i represje polityczne połączyły się w pogłębiający się kryzys, podsycając powszechne rozczarowanie – zwłaszcza wśród młodych Kubańczyków, którzy nie widzą przyszłości na wyspie. Kubańska gospodarka gwałtownie skurczyła się po pandemii COVID-19 i nie zdołała się odbudować w obliczu spadających dochodów z turystyki, zmniejszonych przekazów pieniężnych i chronicznych awarii infrastruktury. 

Oprócz braku paliwa dokuczliwe są niedobory żywności i leków. Ewentualna utrata ropy będzie krytyczna nie tylko dla kruchego kubańskiego systemu energetycznego, ale w ogóle dla istnienia państwa. Dlatego amerykańskie ostrzeżenia należy traktować serio. Egzystencja obywateli i państwa znajdzie się na krawędzi, a komunistyczni przywódcy mogą stanąć w obliczu jeszcze większych niepokojów i być może utraty władzy. 

Ważna jest jeszcze jedna rzecz. Donald Trump sugerował w swoich wypowiedziach, że Kuba może upaść bez dodatkowych działań militarnych ze strony USA. W wywiadzie dla „New York Post” wyjawił, że nie rozważa ataków na Kubę, argumentując, że „Kuba upadnie sama z siebie”.

Wątpliwy ratunek z Meksyku

Dekret Trumpa teraz wywrze presję przede wszystkim na Meksyk, który dotychczas stanowił dla Kuby ratunek w zakresie dostaw ropy i konsekwentnie wyrażał solidarność z Hawaną. Szybko jednak pojawiły się spekulacje, że Meksyk ograniczy dostawy ropy naftowej pod narastającą presją ze strony Białego Domu.

Dane firmy analitycznej Kpler pokazują, że Kuba otrzymała w tym roku tylko jedną niewielką dostawę ropy z tego kierunku – pojedynczy transport z Meksyku 9 stycznia, o łącznej objętości 84,9 tys. baryłek. To nieco ponad 3 tys. baryłek dziennie, znacznie mniej niż średnio 37 tys. baryłek dziennie, które Kuba otrzymywała od wszystkich dostawców w ubiegłym roku. W połączeniu z szacowanymi 460 tys. baryłek w magazynach na początku roku Kuba ma paliwa na nie więcej niż dwa do trzech tygodni. 

Rosja i Algieria, które w przeszłości sporadycznie dostarczały ropę, nic nie wysłały. Ostatnia dostawa z Rosji miała miejsce w październiku ub.r., a z Algierii – prawie rok temu. 

Jorge Piñon, ekspert z Uniwersytetu Teksaskiego, który śledzi transporty paliw za pomocą technologii satelitarnej, powiedział, że brakuje odpowiedzi na kluczowe pytanie: na ile dni wystarczy Kubie paliwa? Ostrzegł, że jeśli w ciągu najbliższych czterech do ośmiu tygodni nie pojawi się żaden tankowiec, przyszłość Kuby będzie ponura.  

Stosunki między USA a Kubą są napięte od rewolucji Fidela Castro w 1959 r., która doprowadziła do dziesięcioleci konfrontacji w czasie zimnej wojny, długotrwałego amerykańskiego embarga gospodarczego i powtarzających się prób izolacji komunistycznego rządu. Krótkie ocieplenie relacji za administracji Baracka Obamy zostało wygaszone podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa, kiedy zaostrzono sankcje i zintensyfikowano presję dyplomatyczną. 

Podczas swojej pierwszej kadencji Trump regularnie określał Kubę jako „upadłe państwo komunistyczne”, a tego określenia nadal używa od czasu powrotu do Białego Domu.. – To zmierza do całkowitego upadku – powtarzał. To, co nie udało się jego poprzednikom przez 75 lat, może stać się faktem. Kuba niedługo, bez rozlewu krwi, może być wolna. Przynajmniej jest na to wreszcie szansa.
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane