Tym razem kilkudniowe manewry trwają tuż przy granicach z Polską i Litwą, na terenie obwodów brzeskiego i grodzieńskiego. Scenariusz? Wytarta kalka poprzednich pokazówek. Oficjalnie chodzi o „szkolenie dowództw i jednostek do prowadzenia operacji strategicznych”. W praktyce to nic innego jak potok wojskowego żargonu, prężenie muskułów na poligonach i agresywna propaganda lejąca się z lojalnych wobec dyktatora mediów. To militarny spektakl, ale odgrywany tak często, że znudziłby nawet najbardziej zagorzałego fanatyka. Warto jednak pamiętać, że każdy z tych militarnych pląsów dyktatora Łukaszenki bacznie śledzą wojska wschodniej flanki NATO – w tym z pewnością Polska. Z prostego powodu: w reżimowym teatrze absurdu granica między kiepską groteską a realną prowokacją jest bowiem niebezpiecznie cienka – o czym rzeczywistość brutalnie przypominała nam już nie raz.