Kreml po raz kolejny dokręca śrubę w wojnie psychologicznej przeciwko NATO. Nie ustaje w prowokacjach – czego dowodem jest niedawne przechwycenie rosyjskiego samolotu nad Bałtykiem przez polskie myśliwce – a groźby przybocznych Putina mają zasiać przekonanie, że bezpośrednia konfrontacja to kwestia tygodni. Sojusz Północnoatlantycki nie powinien jednak dawać się wciągać w te retoryczne zapasy. Odpowiedzią Zachodu nie mogą być słowne utarczki, lecz konsekwentna realizacja własnego planu: bezwzględne i systemowe wzmacnianie wschodniej flanki. W przypadku dalszej eskalacji kluczowe będzie natychmiastowe skierowanie dodatkowych sił m.in. na Litwę. Fundamentem bezpieczeństwa pozostaje żelazna determinacja w rozbudowie realnych zdolności obronnych. Jeśli skończy się na bezczynnym dyplomatycznym ujadaniu i paraliżującym strachu przed groźbami Putina, to czarny scenariusz rzeczywiście może się ziścić.