Ostatnio nałożony został na niego zakaz stadionowy za prowadzenie dopingu w miejscu niezgodnym z tym, który widniał na jego bilecie. Sąd wydał taką decyzję, mimo tego że „Staruch” miał akredytację na prowadzenie dopingu wydaną przez Motor Lublin. Wyrok absurdalny i trudno nie nazwać go formą represji wymierzoną nie tylko w „Starucha”, który był notabene pomysłodawcą wspomnianego już hasła przeciwko premierowi, ale wpisującą się w cały szereg podobnych zdarzeń, do których dochodzi w całej Polsce.
W ostatnich miesiącach sądy nagle się zaktywizowały w stosunku do spraw prowadzonych wobec kibiców. Co ciekawe, czasami chodzi o przypadki sprzed niemal dziesięciu lat, niektóre dotyczące bardzo błahych przewinień. Za to sprawy, ujawniane w ostatnim czasie konsekwentnie przez niezależnych dziennikarzy, dotyczące wielu przekrętów i zaniedbań w instytucjach podległych rządzącej koalicji, dziwnym trafem nawet nie mogą ruszyć z miejsca.
Po decyzji prezydenta wybuchła po wiadomej stronie medialna wrzawa. Wylały się tradycyjny hejt i morze kłamstwa, pomyj rzucanych zarówno w stronę głowy państwa, jak i Staruchowicza oraz polskich kibiców. „Kibol ułaskawia kibola” – to jedno z najbardziej delikatnych haseł pojawiających się w tych dniach w prorządowych mediach.
Tymczasem mieliśmy w tym przypadku do czynienia z sytuacją, kiedy pan prezydent swoją decyzją przywrócił nadzieję, że w Polsce będzie normalnie. Takie momenty przywracają wiarę w państwo i sprawiedliwość. Nadzieję, że nie będzie się karało ludzi za wyimaginowane przewinienia albo poglądy. Dziękujemy, Panie Prezydencie!