Obie strony przestrzegają się wzajemnie i sobie grożą. Ale to, na co czeka cały świat, to zakończenie konfliktu i powrót do normalności. Ceny ropy na rynkach zaczęły spadać, co odczytano jako powiew ostrożnego optymizmu. Jednak jeśli sytuacja wróci do „normy” i Zatoka Perska znów będzie blokowana, czeka nas nieuchronne widmo recesji i braki w zasobach paliw. Bombardowania i blokady morskie tylko pogorszyłyby sprawę. Paraliż logistyczny jest zabójczy dla światowej gospodarki i nie może trwać dłużej. Sytuacja natomiast cały czas pozostaje napięta. Najgorszy scenariusz zakłada, że globalne rynki energii mogą być niestabilne jeszcze przez najbliższe dwa lata. Tymczasem w wielu miejscach globu kończą się strategiczne zapasy i trzeba sięgać do rezerw. Każdy tydzień przeciągającej się wojny to zwiększone ryzyko paraliżu i tego, co już widzieliśmy – z przerwanymi łańcuchami dostaw, lockdownami i pracą w trybie zdalnym. Wysokie ceny paliw w takiej sytuacji będą tylko jedną z niedogodności codziennego życia.
Świat czeka na deeskalację
Rynki wstrzymują oddech w oczekiwaniu na efekt negocjacji USA–Iran. Wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy okazało się, że do Islamabadu podążają zarówno wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance, jak i irańska delegacja.