Bo w sumie nie lubię, jak się mnie do czegoś zmusza. Nie wiem, czy jestem za tym, by Europa była neutralna klimatycznie, skoro ma to oznaczać, że będę za wszystko płacił więcej. Nie wiem, czy mnie również cieszy, że o praworządności mamy rozmawiać później, skoro nic nie wskazuje na to, by nasi zachodni partnerzy cokolwiek zmienili w swoim stanowisku. Nawet mnie te 160 mld euro nie cieszy za bardzo, bo to, że mamy te pieniądze, nie oznacza, że wydamy je mądrze. Sądzę, że będzie podobnie głupio jak do tej pory, gdy ładowaliśmy fundusze w programy miękkie, gdzie efektów mierzalnych nie było żadnych. Poza tym rolnikom trochę dofinansowaliśmy zakupy zagranicznych ciągników, zapewniliśmy front robót niemiecko-austriackim firmom budującym drogi, pobudowaliśmy puste laboratoria i stworzyliśmy kastę grantojadów, którzy niczego innego nie potrafią, jak tylko wyciągać rękę do Unii. Nie mam więc zamiaru się cieszyć, bo tak to już w życiu jest, że nie ma darmowych lunchów. Nawet, a może także, w Unii Europejskiej.
Sukces czy porażka – to się okaże
Cieszy się premier Mateusz Morawiecki. Cieszą się Niemcy. Ich koledzy w Polsce reprezentowani przez Borysa Budkę też się cieszą. Wszyscy są zadowoleni, chyba poza mną.