W działania zaangażowany jest też OMON, czyli siły specjalne podległe MSW. Zamykane są drogi i części miast. A to wszystko w sytuacji, w której białoruski dyktator przez ostatnich sześć lat maksymalnie dokręcił śrubę represjom i prześladowaniom społeczeństwa. Powody takich działań mogą być dwa. Pierwszy to postępująca bieda i tragiczna sytuacja gospodarcza, która może przelać czarę goryczy. Drugi to większe zaangażowanie Białorusi w wojnę po stronie Rosji, a co za tym idzie – potencjalna mobilizacja Białorusinów do armii i wysłanie na front. Oba scenariusze sprowadzają się do jednego: panicznego strachu Łukaszenki przed własnym narodem. Dyktator doskonale wie, że jego władza opiera się na brutalności. Choć społeczeństwo sprawia wrażenie spacyfikowanego, społeczny gniew nie ustał. Intensywne ćwiczenia to nie pokaz siły – to demonstracja słabości i dowód na to, że satrapa z Mińska wciąż nie sypia spokojnie, a widmo 2020 r. nadal straszy w korytarzach jego pałacu.