Po informacjach, że Rosja może zaatakować infrastrukturę krytyczną krajów bałtyckich lub Polski pod fałszywą flagą, używając na przykład dronów ukraińskich, Ryga wzmocniła ochronę przeciwlotniczą kluczowych obiektów infrastruktury krytycznej. Premier Andris Kulbergs ujawnił, że priorytetowo chronione są elektrownia wodna Ķegums na Dźwinie, podziemny magazyn gazu w Inčukalns w pobliżu Rygi oraz elementy sektora energetycznego, przesyłowej sieci gazowej oraz ważnych z punktu widzenia państwa przedsiębiorstw.
Ręka na pulsie
Łotwa zwróciła się do NATO o wzmocnienie obrony przeciwlotniczej w regionie oraz zwiększenie ilości wojsk sojuszniczych. Naturalnie nikt nie wpada w panikę. Inwazja lądowa nie jest brana pod uwagę, ale prawdopodobieństwo ataków hybrydowych rośnie proporcjonalnie do zadawania bolesnych ciosów przez Ukrainę. Łotysze obawiają się także wszelkich akcji sabotażowych, które mogłyby uszkodzić instalacje i doprowadzić do awaryjnego odcięcia urządzeń. Oprócz energetyki monitorowane są transport, łączność, administracja publiczna. Kraj obawia się konsekwencji takich zdarzeń oraz presji psychologicznej ze strony Rosji.
Sygnały o możliwych atakach na kluczową infrastrukturę w krajach bałtyckich przychodzą również ze strony Litwy. Litwini wprowadzają także swoje działania i wymieniają się informacjami wywiadowczymi z sąsiadami. Oba państwa mają już doświadczenie – w maju kilka bezzałogowców naruszyło przestrzeń powietrzną Litwy i Łotwy. Jeden z nich uderzył w magazyn paliwa w Rzeżycy.
Z kolei ministerstwo spraw wewnętrznych poinformowało, że nasila się presja migracyjna ze strony Białorusi. Ostatnie miesiące to wzmożenie napływu osób nielegalnie przekraczających granicę, które wspierane są przez białoruskie służby. W pierwszym półroczu migracja wtórna z Łotwy na Litwę wzrosła aż czterokrotnie, a Litwa rozważa wprowadzenie kontroli granicznych między krajami.
W zeszłym roku łotewskie służby graniczne udaremniły ponad 12 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy, natomiast w pierwszym półroczu 2026 r. zanotowano już 8 tys. takich przypadków. Łotwa oceniana jest jako najsłabsze ogniwo, jeśli chodzi o szlak przemytniczy z Białorusi do Europy Zachodniej przez Polskę, mimo że posiada najkrótszy, 173-kilometrowy, odcinek granicy z Białorusią. Powodem jest niedokończona budowa infrastruktury ochronnej oraz trudny teren, m.in. lasy i bagna. Już dziś ośrodek dla osób ubiegających się o azyl Mucenieki, liczący 450 miejsc noclegowych, jest przepełniony.
Problemy w Łatgalii
Tymczasem mieszkańcy południowo-wschodniego regionu Łotwy żyją swoimi problemami. Dyneburg był zmuszony sprzedać swoją flotę autobusową prywatnemu inwestorowi. Miasto musiało cały czas dotować spółkę, a teraz liczy, że firma prywatna poradzi sobie lepiej z tym wyzwaniem. Pasażerowie natomiast obawiają się wzrostu cen. Co ciekawe, firma była jednym z ostatnim tego typu miejskim przedsiębiorstwem na Łotwie. Państwowe firmy były pod obstrzałem ze strony konkurencji, która zarzucała im nadużywanie pomocy publicznej. Państwowa spółka przynosiła dotąd ponad 1,5 mln euro straty rocznie. Teraz dyneburskimi autobusami będzie zarządzała więc firma RTS Grup.
Do końca roku zostanie z kolei zamknięte więzienie Grīva, na którego utrzymanie także brakuje środków. Jest to zabytkowy budynek, który stanowił w przeszłości część umocnień fortecznych miasta. Zdobyła go Armia Napoleona, a w czasie II wojny światowej było tam getto. Teraz, aby zachować miejsca pracy, samorządowcy chcieliby z niego zrobić atrakcję turystyczną. Jednak nie wyremontowano jeszcze wielu budynków na terenie twierdzy w centrum miasta. Szacuje się, że zagrożonych jest 400 etatów, a władze zachęcają funkcjonariuszy Służby Więziennej do przeprowadzki do Lipawy, gdzie zostaną przeniesieni więźniowie. Nie wiadomo jeszcze, jak zostanie zagospodarowany zabytkowy teren. Szacuje się, że niezbędne inwestycje wymagałyby budżetu co najmniej 10 mln euro. Lokalne władze chciałyby tam zrobić kolejne muzeum, hotel albo centrum rozrywkowe. Analizy mówią, że można by tam organizować imprezy nawet dla 20 tys. widzów. Miasto będzie rozglądało się za prywatnym inwestorem.
Samorządowcy rekultywują także to, co najcenniejsze – zasoby naturalne. Piękna okoliczna przyroda, na którą składają się liczone w setkach jeziora i dziewicze lasy, wzbogaciła się ostatnio o populację żółwi błotnych, które zadomowiły się w okolicach Ruģeļi. Mokradła stały się ich naturalnym środowiskiem. Muszą jednak stawiać opór licznym drapieżnikom, takim jak wydry czy jenoty. Na Łotwie żyje nawet 150 takich żółwi. Innym rejonem, w którym można je spotkać, są okolice Silene przy granicy z Białorusią, a także tereny sąsiadujące z litewskimi Jeziorosami (lit. Zarasai).
Beztroska kanikuła
W końcu lipca trwają beztroskie wakacje. Na dacze wracają rodziny, które cały rok harują na Wyspach Brytyjskich. W nocy budzi nas huk wystrzałów – okazuje się, że pijani sąsiedzi urządzili sobie pokaz fajerwerków. Letniskowe domy wynajmowane są na całe lato. Nad jeziorem kilka kobiet pluska się w wodzie, obrazek jakby wyjęty z prozy Floriana Czarnyszewicza. Są piękne, pulchne, śmieją się do łez. Mija nas grupa dzieci na rowerach, wita się z nami, jadą nad rzekę. Do południa zajadają się ogrodowymi przysmakami: czarną porzeczką, agrestem, śliwkami.
Starsi w tym czasie przygotowują szaszłyki. Pachnie przypalonym mięsem i drewnem. Na wieczór nagrzewane są banie. Tu każdy ma swoją w ogrodzie. Dwójka staruszków chodzi po lesie i zbiera gałązki brzozy. Zrobi z nich bitki, którymi będą smagać rozgrzane ciała w saunie. Po saunie napar z ziół, koniaczek dla zdrowia i tak w kółko. Każdy ciepły dzień za dniem, lato za latem, tak toczy się życie.
Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie. Raz słońce, mży ciepły letni deszczyk, potem niebo rozstępuje się i znów można cieszyć się skwarem. Jest wilgotno i temperatura odczuwalna jest dużo wyższa niż w rzeczywistości. Przez to woda w jeziorze wydaje się cieplejsza. I to obłędne światło – wszystko jest doskonale doświetlone, a słońce i chmury wydają się na wyciągnięcie ręki.
Jedziemy nad przygraniczne jezioro. Samochód podskakuje na szutrze. Za nami unosi się pył kurzu. Droga jak tarka, ale auto trzyma się prosto. Na jeziorze pusto, jeden rybak, pewnie po osiemdziesiątce. Złapał wiadro krasnopiórek, jak tu nazywa się wzdręgi, dorodne, złote. Płyniemy łodzią na pomost, spławik tańczy na falach. Żarłoczny okoń ciągnie go na samo dno.
Na niedzielę wracamy do miasta. Na polskiej mszy niewielu ludzi, bo dziś będzie modlitwa na cmentarzu za zmarłych. Stare kobiety zawodzą godzinki. Mają je zapisane w zeszytach. Ile mogą mieć lat? Niektóre 80, inne 90? Trudno zrozumieć kresową polszczyznę. To ostatnie pokolenie, które będzie kultywowało tradycję. Młodych jak na lekarstwo. Popołudnie toczy się na mogiłach. Każdy grób pięknie wysprzątany. Ludzie krzątają się wokół nagrobków swoich bliskich. Wspominają, rozmawiają, palą świece. Niektórzy nie mają już kogo odwiedzić. Świat, który odchodzi. Jak z innej epoki, za którą bardzo będzie się tęsknić.
Co będzie dalej? – Nic. Zobaczymy – mówi Irena (imię zmienione). – Putin tu nie przyjdzie, a po co? Ale nie brakuje tu takich, którzy tylko czekają, aby ich „wyzwolił”. I tu, i w Rydze. Ale to wszystko propaganda. Trzeba żyć dniem dzisiejszym – dodaje.