Ten, jak łatwo się domyślić, ma być niemiecko-francuski. Co ciekawe, Niemcy same nie dołączyły do programu, by nie zakładać sobie podobnego kagańca, którym uwiązani będą jego uczestnicy. Wszystko sprowadza się do jednego: w Berlinie i Paryżu wymyślili, by za unijne pieniądze wzmacniać potęgę rodzimych koncernów. A takie kraje jak Polska mają to spłacać. O tym, że SAFE to głównie polityczna pałka, przekonały się już Węgry, którym przyblokowano plan. Dlaczego? Bo za dwa miesiące odbędą się tam wybory. Pójdą po myśli Brukseli – będzie kasa. To również zagrożenie dla przyjętej przed laty strategii Polski, w której to Stany Zjednoczone są głównym kierunkiem zbrojeniowym. Zwłaszcza że Biały Dom właśnie zmienił sposób sprzedaży uzbrojenia, preferencyjnie traktując takie kraje jak Polska, wzorowo wypełniające zobowiązania sojusznicze.
Pułapka zamiast bezpieczeństwa
Dużo dzieje się w polityce obronnej dotyczącej Polski. Rządowa narracja ws. programu SAFE, związanego z unijnymi pożyczkami na zakup uzbrojenia, nijak ma się do rzeczywistości. Główne kwestie to sposób spłaty zadłużenia wynikającego z programu (bo to kredyt, a nie dotacja) oraz kierunek zbrojeń.