Choć się z nich śmialiśmy, rację mieli ci, którzy twierdzili, że rząd Tuska nie potrafi chwalić się sukcesami. Nie pomógł Adam Szłapka, zatrudniony do roli rzecznika, dalej ministrowie marnują świetne okazje na pochwalenie się sukcesem, który mógłby stać się wzorem do naśladowania. Właśnie otrzymaliśmy tego wspaniały przykład. Zobaczcie sami: informacje o tym, że Ministerstwo Zdrowia zamierza kosztem chorych spełnić cokolwiek psychopatyczne zachcianki Ministerstwa Finansów, dotarły do nas jako wielki skandal, zawarty w niemal tajnym dokumencie. A przecież trzeba było działać z otwartą przyłbicą. Oczywiście i teraz znajdziemy entuzjastów, którzy nadchodzący powrót karmienia pacjentów odpadkami nazywają „końcem pisowskiego socjalizmu”, ale można było lepiej, śmielej, bardziej bezczelnie. Jak? Na przykład ogłaszając te zmiany jako start dwóch rządowych programów z dziedziny zdrowia publicznego. Program „Młoda Polska” sprawi, że odmłodzi nam się społeczeństwo. Program „Zdrowa Polska” zmniejszy gwałtownie liczbę chorych. Radość, oklaski, entuzjazm mediów, sondaże szybują do 55 proc., a świat podziwia kolejny „cud Tuska”. Oba programy z grubsza polegają na tym samym. Ludzi się nie leczy lub leczy byle jak, nie karmi lub karmi byle czym, powyżej pewnego wieku w ogóle odpuszcza się temat. Starzy i chorzy i tak raczej na was nie głosują, a młodzi zachwycą się niższą składką zdrowotną dla najbogatszych, dogadaną podczas wizyty premiera u barbera, oczywiście z towarzyszeniem kamer i mikrofonów. Po drodze może jeszcze dla pewności przekaz wzmocni kampania „Sam zachorowałeś, sam się lecz”.
To promocja samodzielności i odpowiedzialności, która może spodobać się również części elektoratu prawicy. Młodzieżówka pokaże memy, przekaz pójdzie na TikToka, będzie fajnie i tylko nie napiszę tu: „a potem żyli długo i szczęśliwie”, bo akurat tego program „Młoda Polska” zdecydowanie nie zapewnia.