Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jakub Maciejewski
22.04.2026 13:00

Prezes w formie. Po pęknięciu z Mateuszem Morawieckim

Rozmowa prezesa Jarosława Kaczyńskiego z Mateuszem Morawieckim trwała ponad sześć godzin i została podsumowana o 2.00 w nocy publikacją przez Adama Bielana zdjęcia całej trójki siedzącej przy stole. Sama fotografia i jedna lakoniczna konkluzja to jednak za mało, by być pewnym jedności PiS. Dlatego musiała nadejść konferencja z udziałem prezesa największej partii opozycyjnej i byłego premiera. Pęknięcie na prawicy byłoby na rękę Donaldowi Tuskowi.

Konkluzja, która została sformułowana dla mediów, brzmi: „Stowarzyszenie Rozwój Plus będzie działało w ramach Rady Ekspertów PiS”. Adam Bielan wysłał więc w świat komunikat, że w Zjednoczonej Prawicy doszło do kompromisu, choć nadal nie mamy odpowiedzi na kilka kluczowych pytań. Po pierwsze: czy w statucie stowarzyszenia będzie zapisana działalność „w ramach Rady Ekspertów”? Bo przecież problem polega na tym, że inicjatywa Rozwój Plus umożliwia zgromadzenie polityków PiS, zwłaszcza parlamentarzystów, w jednej sformalizowanej grupie, którą bardzo łatwo będzie przekształcić w partię. Takie oto zarzuty ludzi Mateusza Morawieckiego, że inni politycy PiS przecież też mają swoje stowarzyszenia, nie są uczciwe –  tamte stowarzyszenia dotyczą np. działalności lokalnej i gromadzą jakąś niepartyjną grupę, np. mieszkańców Radomia, młodzież z województwa czy osoby organizujące fundusze na konkretny cel. Wytrawni prawnicy, jakimi są wieloletni działacze PiS, dobrze znają te różnice między Rozwojem Plus a resztą, więc zrównywanie ich przed telewizyjnymi kamerami było jedynie chwytem medialnym rozmijającym się z prawdą. Nie samo istnienie stowarzyszenia, ale jego charakter –  quasipartyjny –  był tu problemem. Czy go rozwiązano? Na tę chwilę nie znamy szczegółów i dopiero opublikowanie statutu inicjatywy rozwieje wątpliwości. 

Morawiecki zyskał, a Kaczyński wygrał 

Patrząc na walki frakcyjne, to w tej rundzie wygrał Mateusz Morawiecki, ale w perspektywie całej partii wygrał Jarosław Kaczyński. „Szeroki namiot PiS” nadal pozostał cały, a ewentualny separatyzm ludzi Morawieckiego będzie można przycinać różnymi narzędziami –  indywidualnymi rozmowami, zmianami w strukturach partii, odpowiednim zadaniowaniem posłów. Konflikt został przytłumiony, ale nie zażegnany. Zapowiedzianą wspólną konferencję prasową Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego ostatecznie zamieniono w siedmiominutowe oświadczenia, które niewiele według mnie wyjaśniły. Stowarzyszenie ma istnieć, ale w innej formie –  kiedy jednak od szczegółów tej formy nadal będzie zależało to, czy nasilą się tendencje separatystyczne. Nie wiemy też, jaka jest siła zawartego kompromisu.

Po wspólnym wystąpieniu we wtorek politycy Prawa i Sprawiedliwości wystosowali dwa sprzeczne komunikaty: ekipa Morawieckiego twierdzi, że stowarzyszenie nadal będzie działać i to jest ich sukces. Jeśli jednak prawdą jest stwierdzenie Rafał Bochenka, że Rozwój Plus będzie musiał występować pod szyldem PiS i zostanie pozbawiony struktur terenowych, to inicjatywa została mocno wykastrowana, a Jarosław Kaczyński zachowa pełnię władzy –  co zresztą nie powinno dziwić. Prezesowi zależało na tym, by inicjatywa „harcerzy” została pozbawiona autonomii, na podstawie której można by szybko przekształcić stowarzyszenie w nową partię. Rozbudowana sieć lokalnych kół gremium, jego niezależność od władzy partii i skupianie aktywnych parlamentarzystów byłyby fundamentami, na podstawie których przekształcenie środowiska politycznego w partię byłoby możliwe w dowolnym momencie. Wszystko wskazuje na to, że Morawiecki został ograniczony w swoich działaniach, ale prezes pozostawił mu pewne insygnia działania, które pozwolą ogłosić sukces „rozwojowców”. Pierwszym testem na wprowadzanie kompromisu w życie będzie zaangażowanie Morawieckiego w kampanię Przemysława Czarnka. Kandydat PiS na premiera już zaprosił polityka na wspólne konferencje prasowe –  co do tej pory nie miało miejsca. 

Bycie na świeczniku uzależnia

Choć internet polskiej prawicy rozgrzał się od spekulacji i uzasadnień, które frakcje mają rację, są lepsze i jak powinien wyglądać ruch konserwatywny w Polsce, to jednak emocje i troska o kraj nie pozwalają czasem dostrzec prozy życia. Elektorat często nie docenia zwykłych ludzkich emocji, słabości, ambicji. Władza i sława naprawdę upajają, uzależniają już na poziomie fizjologicznym, inaczej absorbując dopaminę, endorfiny i kortyzol. Ktoś, kto stał na czele rządu przez siedem lat, wykazując się szeregiem spektakularnych sukcesów i prowadząc kraj przez dwie potężne zawieruchy typu pandemia COVID-19 czy inwazja Rosji na Ukrainę, dopiero z dużym wysiłkiem może się pogodzić z rolą asystenta swojego politycznego rywala z partii. Dla otoczenia Morawieckiego to także jest degradacja –  do tej pory dla ich politycznej pozycji wystarczył dobry kontakt z Mateuszem, a teraz układ decydentów jest zupełnie inny. Nie można też pominąć autentycznego profesjonalizmu ekipy Morawieckiego –  Janusz Cieszyński, Marcin Horała czy Paweł Jabłoński to eksperci w swoich dziedzinach, którzy w resortach wprowadzili doprawdy nową jakość zarządzania państwem. Gdy teraz okręt Zjednoczonej Prawicy obiera kurs ze sporym komponentem populizmu, w którym ekipa Morawieckiego nie czuje się zbyt swobodnie, to znowu „harcerze” tracą na znaczeniu w swojej partii. Choć PiS przecież nie rezygnuje z prorozwojowej agendy i nie zamyka nikomu pracy nad wielkimi projektami infrastrukturalnymi dla kraju, to można zrozumieć autorów wcześniejszych sukcesów, których osiągnięcia są dziś mniej cenione niż wojownicza retoryka Janusza Kowalskiego czy Patryka Jakiego. 

Pęknięcie na prawicy doskonale wyczuwa też ekosystem uśmiechniętej Polski, natychmiast publikując sondaże dające Morawieckiemu od 5 do 18 proc. poparcia i spotykające się z życzliwym przyjęciem bardziej umiarkowanych komentatorów. Ale prezes Kaczyński to wytrawny polityczny gracz –  na jednej z konferencji prasowych wspominał  o młodym wieku swoich zastępców. Mają jeszcze czas, koniunktura dla nich jeszcze wróci –  przekonywał. Zmiana retoryki w prawą stronę jest jedynie taktyczna, przedwyborcza. Tylko czy Mateusz Morawiecki ma tyle cierpliwości i pokory, by przetrzymać czas gry na drugim planie? Czy na tyle panuje nad swoją frakcją, by jego obietnica nadejścia lepszych możliwości wystarczyła ambitnym i zdolnym posłom?

 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej