Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Karnkowski
21.07.2026 13:00

Potrzebna alternatywa dla Gregorczyk-Abram

Adam Borowski, którego kandydatura na rzecznika praw obywatelskich nie miała w tym Sejmie szans powodzenia, zapowiada stworzenie Biura Społecznego RPO – na wzór działania Zbigniewa i Zofii Romaszewskich w PRL. Choć trudno się spodziewać, by dzisiejsze władze uznawały działalność takiego rzecznika, jego powołanie jest potrzebne, a nawet niezbędne. Trudno bowiem spodziewać się, by powołana Sylwia Gregorczyk-Abram była zdolna do należytego wypełniania obowiązków wobec obywateli i równego ich traktowania.

Pewne jest, że kandydat opozycji na RPO jest postacią dla władzy niewygodną. Nie tak dawno, na początku tego roku, Adam Borowski został przez warszawski sąd skazany w drakońskim wyroku na pół roku więzienia za odmowę przeprosin pod adresem Romana Giertycha za wcześniejszą wypowiedź na temat afery Polnordu. Borowski jest osobą w zaawansowanym wieku i złym stanie zdrowia, zarazem posiada piękną kartę działacza opozycji w PRL i bojownika o prawa człowieka. Jest w tym coś symbolicznego, że to właśnie taka osoba stała się wrogiem dzisiejszej władzy i środowiska prawniczego.

Zupełnie niezrozumiałe było za to utrącenie tej kandydatury przez Konfederację. Partia Sławomira Mentzena nie poparła również Sylwii Gregorczyk-Abram. Jeśli Adamowi Borowskiemu uda skupić się wokół siebie prawników służących pomocą tym zderzającym się z niesprawiedliwością i szykanami w Polsce pod rządami Donalda Tuska, będzie zapewne jedynym realnym przedstawicielem obywateli, których sejmowe głosowanie pozbawiło realnej ochrony swoich interesów i praw. O ile bowiem jej poprzednikowi, prof. Marcinowi Wiąckowi, można było przyznać na start kredyt zaufania, o tyle Sylwia Gregorczyk-Abram podobnej zdolności nie posiada. Prof. Wiącka większość komentatorów nie kojarzyła wcześniej z działalności politycznej, ale Gregorczyk-Abram znamy z tego aż za dobrze.

Hańba podczas szturmów imigrantów

Nie wolno zapominać, że w trakcie hybrydowej inwazji na naszą granicę prawnicza aktywistka publikuje poruszający jej zdaniem obrazek. Gdy lewicowe media produkowały pełne wzruszających elementów opowieści o imigrantach, przyszła RPO nie mogła być gorsza. Pisała o dzieciach, które tak marzą o Polsce, że aż z radości rysują polski paszport. Problem w tym, że dokument ten opatrzony jest na dziecięcym obrazku dwugłowym rosyjskim orłem, a napisy wykonano cyrylicą.

Wpis Gregorczyk-Abram budził w trakcie kryzysu migracyjnego powszechną wesołość, przypomniany został także w ostatnich dniach na łamach konserwatywnych mediów. Gorzej, że to najmniejsza kompromitacja, jaka ciągnie się za nowo wybraną RPO. Trudno udzielić Sylwii Gregorczyk-Abram kredytu zaufania jako urzędniczce zdolnej od pierwszego dnia wznieść się ponad polityczne podziały, ponieważ jej dotychczasowa aktywność znacznie wykraczała poza neutralną działalność prawniczą, edukację konstytucyjną czy nawet obywatelską kontrolę władzy. Jako współtwórczyni Wolnych Sądów stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy sprzeciwu wobec PiS, występowała na demonstracjach opozycji, a podczas marszu zorganizowanego przez Donalda Tuska 4 czerwca 2023 r. domagała się rozliczenia zarówno „demontażu prawa”, jak i jego politycznych „akuszerów”.

Polityczny aktywizm – żeby było tak, jak było

Jej środowisko prowadziło również działalność komunikacyjną przypominającą kampanię polityczną: w świątecznym spocie Wolnych Sądów z 2022 r., w którym wystąpiła Gregorczyk-Abram, odpowiedzialnością za drożyznę, problemy materialne rodzin i blokadę środków z KPO obciążano rząd PiS oraz prezydenta, posługując się przy tym groteskowym wizerunkiem Jarosława Kaczyńskiego i symboliką jednoznacznie wymierzoną w partię rządzącą, z ośmioma gwiazdkami na świątecznej bombce włącznie.

W 2021 r. w rozmowie z niemieckim „Der Spiegel” opowiadała się natomiast za zastosowaniem wobec Polski presji finansowej Unii Europejskiej i wstrzymaniem wypłat do czasu przywrócenia praworządności, co bardzo trudno pogodzić z wizerunkiem przyszłego urzędnika mającego budzić zaufanie także obywateli prezentujących inne poglądy na politykę krajową i dopuszczalny poziom ingerencji unijnej w funkcjonowanie państw członkowskich.

Grupa Wejście

Jeszcze większe wątpliwości dotyczą wydarzeń po zmianie władzy w 2023 r. Nazwisko Gregorczyk-Abram pojawiło się w związku z whatsappową grupą Wejście, w której osoby obejmujące kierownictwo mediów publicznych i ich współpracownicy konsultowali działania towarzyszące przejęciu PAP, Polskiego Radia i TVP. Obecność w takim gremium – jak wynikało z samych rozmów – świadomym sensu i wymowy planowanych działań każe wątpić w zdolność rzecznik do kontrolowania bliskiej jej poglądom władzy. Profesor Marcin Wiącek, choć dość ostrożny w swoich sądach, potrafił jednak przyglądać się nadużyciom władz, jak choćby w sprawie ks. Michała Olszewskiego. Tymczasem podczas sejmowego przesłuchania Gregorczyk-Abram powołała się przede wszystkim na brak formalnego pełnomocnictwa do reprezentowania mediów publicznych, nie rozwiewając szczegółowych wątpliwości dotyczących swojej obecności w grupie, kontaktów z Ewą Wrzosek ani ewentualnych nieformalnych konsultacji prawnych.

Znaczenie ma tutaj również jej wieloletnia praca w międzynarodowej kancelarii Clifford Chance, w której odpowiadała między innymi za działalność pro bono i strategiczne postępowania dotyczące praw człowieka. Wirtualna Polska ujawniła poszlaki wskazujące, że wnioski prokurator Ewy Wrzosek związane ze zmianami w mediach publicznych zostały przygotowane poza budynkiem prokuratury, być może właśnie przy udziale prawników Clifford Chance. Kancelaria obsługiwała później media publiczne, a pytania o to, kto rzeczywiście przygotował dokumenty, nie doczekały się jasnej odpowiedzi. Również w trakcie sejmowych przesłuchań kandydatki na RPO.

Po przejęciu władzy przez ówczesną opozycję Gregorczyk-Abram nie wycofała się z politycznie ukierunkowanego aktywizmu, lecz przeszła do współpracy z instytucjami nowego państwowego establishmentu. Została powołana przez premiera na przewodniczącą komisji badającej rzekome represje wobec organizacji społecznych i aktywistów wyłącznie w latach rządów Zjednoczonej Prawicy, a już przy inauguracji prac mówiła o „systemowym ataku” poprzedniej władzy na społeczeństwo obywatelskie. Tekst raportu był jednym wielkim, nieuporządkowanym gniotem i wytworem fantazji autorów.

Wcześniejsza działalność prawniczki w Clifford Chance także była skoncentrowana na kwestiach odpowiadających programowi liberalno-progresywnej części społeczeństwa obywatelskiego – między innymi reprezentowała organizacje LGBT w postępowaniu przeciwko naklejkom „Gazety Polskiej” i uczestniczyła w strategicznych procesach przeciwko politykom oraz instytucjom kojarzonym z prawicą. Wszystko to kreuje konsekwentny, ponury obraz prawniczki aktywistki, która przez lata nie była obserwatorką sporu, tylko jedną z jego najbardziej zaangażowanych uczestniczek, nakręcającą podziały światopoglądowe.

Marcin Wiącek jako RPO nie był rzecznikiem marzeń szeroko pojętej prawicy – wielokrotnie jego monity były niewystarczające, jednak należy pamiętać, że potrafił recenzować tak obecny, jak i poprzedni rząd. Dotychczasowe zaangażowanie Sylwii Gregorczyk-Abram nie daje żadnej gwarancji, że będzie ona w stanie sprzeciwić się w czymkolwiek swojemu środowisku politycznemu, a nawet dostrzec taką potrzebę. Tym większe więc wyzwanie przed Adamem Borowskim i prawnikami, którzy – nie mając instytucjonalnego wsparcia – będą musieli jakoś zapełnić znaczącą lukę w polskim systemie prawnym.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE