Przeszły Święta błogosławione, rodzinne, nasze. W większości polskich domów wszystko było jak trzeba – choinka, siano pod obrusem, opłatek, kolędy, prezenty. Komplet... Może tylko bez owego cudownego klimatu wspólnoty, który pamiętamy z dzieciństwa. Teraz podczas rodzinnej wizyty już na progu witał wrzask szwagierki: „Tylko ani słowa o polityce!”. Rozglądam się po bliższej i dalszej rodzinie od morza do Tatr i zastanawiam się – co to się z nami porobiło? Chciałbym być symetrystą i dzielić odpowiedzialność po równo – ale nie potrafię! Nawet jeśli przyjmę, że obie ścierające się strony mają swoje racje, należy wziąć pod uwagę sposób, w jaki je wyrażają. My nie profanujemy ich celebracji, nie metkujemy ich wulgarnymi gwizdkami. Nie rzygamy na widok przeciwników jak pani Janda, nie wyzywamy jak Andrzej Seweryn, żeby „przypier... pisiorom”, nie nazywamy też obrońców granic psami jak Frasyniuk. Dlatego chętnie też dowiedziałbym się, jakich to okrutnych krzywd doświadczyli ci koryfeusze ze strony Kaczyńskiego i PiS-u? Stracili komfort zarabiania pieniędzy, przestali czuć się oczkiem w głowie…? Na razie jedynym grzechem ciężkim prawej strony jest to, że parokrotnie udało jej się wygrać wybory. Ale słyszę, jak Daniel Olbrychski piętnuje – ta partia wyrządza nieustające zło. W jaki sposób, panie Danielu? Robiąc Baltic Pipe, europort w Świnoujściu, przekop Mierzei, mur na granicy z Białorusią, formując terytorialsów, dając 500 i 800 plus i uszczelniając VAT?! A co do indywidualnych krzywd – pozbawiono pana jakiejś roli, wyrzucono skądś, pozbawiono paszportu, opluto? A co zrobiła wasza strona przeciwna po dojściu do władzy i włamaniu się do budynku przy placu Powstańców? Czyż nie był to totalny lokaut? Gołym okiem widać ten skomasowany ogrom nienawiści. Parę razy wydawało mi się, że widzę toczoną pianę i wypluwane gwoździe jak w przypadku silnego opętania. Może więc zamiast wyglądać św. Mikołaja, winniśmy za rok po pierwszej gwiazdce oczekiwać na wizytę egzorcysty?
Pora na egzorcystę?
Nawet jeśli przyjmę, że obie ścierające się strony mają swoje racje, należy wziąć pod uwagę sposób, w jaki je wyrażają.