Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marek Bober
12.08.2026 13:00

Polityczni spadkobiercy Donalda Trumpa

Listopadowe wybory do Kongresu zdecydują o ostatnich dwóch latach polityki prezydenta Donalda Trumpa i najbliższej przyszłości kraju. Zdecydują też, co oczywiste, o kontroli nad Izbą Reprezentantów i Senatem, ale równocześnie wyznaczą początek nowej kampanii, tym razem prezydenckiej. Potrwa ona mniej więcej półtora roku i już dzisiaj można z pełnym przekonaniem powiedzieć, że pochłonie kolosalne pieniądze. Donald Trump ma swoich kandydatów.

Partia Demokratyczna nie ma w tej chwili kandydata do wygrania prawyborów. Nieco jaśniej jest po stronie republikanów, gdyż tutaj kandydatów jest dwóch: wiceprezydent J.D. Vance i sekretarz stanu Marco Rubio. Po stronie konserwatywnej zachodzą jednak ciekawe zmiany, choć nie są one niespodzianką.

Rubio dogania albo wyprzedza

Naturalnym kandydatem republikanów, jeśli nie zanotuje jakiejś potężnej wpadki, wydaje się Vance, który cały czas ma poparcie w tym względzie samego Trumpa. Sondaże jednak komplikują jego sytuację. Najnowsze badanie przeprowadzone w New Hampshire – stanie, w którym od 100 lat odbywają się pierwsze republikańskie prawybory prezydenckie – wskazuje, że Rubio zyskuje poparcie w hipotetycznym starciu z Vance’em, bowiem przewaga wiceprezydenta nad sekretarzem zmalała z 46 proc. do zaledwie 10 proc. Według sondażu Granite State Poll, przeprowadzonego przez University of New Hampshire (UNH), Vance cieszy się poparciem na poziomie 36 proc., podczas gdy Rubio ma 26 proc.

Pojawił się jednak kolejny sondaż, być może ciekawszy, bo dający Rubio aż 36 proc. przewagi. Ankieta przeprowadzona wśród uczestników Western Conservative Summit w Kolorado wykazała, że 57 proc. z ponad 500 respondentów poparło sekretarza stanu, który przewodził grupie 27 kandydatów republikanów i demokratów. Vance otrzymał wsparcie od 21 proc. uczestników. Pierwszą piątkę uzupełnili: były wiceprezydent Mike Pence, libertarianin Thomas Massie (ze stanu Kentucky) i gubernator Florydy Ron DeSantis. Greg Schaller, dyrektor Instytutu Stulecia (Centennial Institute) przy Colorado Christian University, który był gospodarzem szczytu, nazwał Rubio „liderem, który bez wahania spędził swoją karierę w obronie zasad wiary, rodziny i wolności”. Uczestnicy mogli wskazać dowolną liczbę potencjalnych kandydatów na prezydenta w wyborach w 2028 r., których popierają, zamiast wybierać tylko jednego faworyta. 

Western Conservative Summit od lat przeprowadza takie sondaże. Organizatorzy określają je mianem nieformalnego obrazu poglądów uczestników, a nie narzędzia służącego do przewidywania przyszłych wyników wyborów. 

Mamy jeszcze pomiar Emerson College, który wskazuje, że Vance prowadzi w stawce kandydatów Partii Republikańskiej z poparciem na poziomie 39 proc., wyprzedzając nieznacznie Rubio (38 proc.). Wszystko to składa się na to, że walka o nominację jest daleka od rozstrzygnięcia, mimo ogólnego poczucia przewagi Vance’a.

Co zrobi prezydent?

Według książki „Regime Change” autorstwa dziennikarzy „New York Timesa”, Maggie Haberman i Jonathana Swana, Trump w zeszłym roku podczas prywatnej kolacji pytał o obu polityków magnata medialnego Ruperta Murdocha. Ten stwierdził, że Vance „ma potencjał, by stać się kimś wielkim”, natomiast Rubio określił mianem wybitnego. 

W którymś momencie obecny gospodarz Białego Domu będzie musiał podjąć decyzję. Według ostatnich doniesień Trump miał powiedzieć donatorom, czyli ludziom wykładającym grube dolary na politykę i z których zdaniem trzeba się liczyć, że chce, aby to właśnie Vance reprezentował republikanów. Jak podał „Washington Post”, pod koniec lipca w Gabinecie Owalnym miał im wprost oznajmić: „Ostatecznie musimy wybrać J.D.”. 

Z kolei według innych źródeł, na które powołuje się gazeta, nie ma jeszcze pewności, iż Trump ostatecznie już postawił na Vance’a, gdyż jego zdanie może jeszcze ulec zmianie. Prezydent wielokrotnie podsycał rywalizację między Vance’em a Rubio o nominację. Wiceprezydent nawet żartował, porównując tę rywalizację do dawnego programu typu reality show Trumpa, „The Apprentice”. – Po prostu nie wydaje mi się, by organizowanie telewizyjnego konkursu na następcę – „ucznia” prezydenta – przystawało do głowy państwa – powiedział Vance w maju, wywołując śmiech zgromadzonych. – Uważam, że to nie jest zachowanie, jakiego oczekiwałoby się od prezydenta – dodał. 

Wiceprezydent do tej pory unika jednoznacznych deklaracji, gdy pytany jest o ewentualny start w wyborach, zamiast tego podkreśla, że lubi swoją obecną pracę, a jednocześnie chwali sekretarza stanu. 

Gwoli ścisłości trzeba zaznaczyć, że Trump też często chwali Rubio. – Mam przeczucie, że Marco zapisze się w historii – mówię to szczerze – jako najwybitniejszy sekretarz stanu w dziejach Stanów Zjednoczonych – powiedział w październiku.  

Rubio ze swojej strony bagatelizuje swoje ambicje prezydenckie. Przypomnijmy, że w 2016 r. ubiegał się o nominację Partii Republikańskiej, rywalizując z Trumpem, a po zawieszeniu kampanii powrócił do Senatu. 

Przywódca USA znany jest z tego, iż nie zamyka sobie żadnych opcji i jest mało prawdopodobne, by w najbliższym czasie udzielił formalnego poparcia – chce bowiem uniknąć wizerunku „kulawego kaczora” (prezydenta kończącego kadencję, którego wpływy słabną). „The Washington Post” donosi, że Trump jest pod wrażeniem pracy Vance’a w administracji, w tym jego roli w negocjowaniu czerwcowej propozycji zawieszenia broni z Iranem, kierowania działaniami na rzecz zwalczania nadużyć w federalnych programach świadczeń oraz zdecydowanej obrony administracji podczas licznych wystąpień w mediach.

Rubio pozostaje postacią szanowaną wewnątrz administracji, jednak jego obowiązki jako sekretarza stanu i doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego pozostawiają niewiele miejsca na zajmowanie się polityką prezydencką.

Trump z kolei głosi, że obaj mogliby stworzyć „drużynę marzeń” i wystartować razem, choć nie jest jasne, czy Rubio byłby zainteresowany objęciem stanowiska wiceprezydenta. 

Vance buduje zaplecze 

Wiadomo, że J.D. Vance zdążył już zbudować zespół doradców politycznych, którzy mogliby błyskawicznie zorganizować kampanię prezydencką. Rubio, który w ramach swoich obowiązków służbowych nieustannie podróżuje po świecie, nie dysponuje obecnie podobnym gronem współpracowników. Zapowiedział też, że poprze Vance’a, jeśli ten zdecyduje się na kampanię w 2028 r. 

Mimo to napływają coraz poważniejsze sygnały z Partii Republikańskiej, że grupa donatorów wspierających przyszłego sekretarza stanu po cichu analizuje sposoby na wzmocnienie jego pozycji politycznej, co nie podoba się niektórym osobom z politycznego otoczenia prezydenta. Przed nami interesujące miesiące. 

Słusznie zauważył Gregory Lachow, który na portalu The Patriot Post napisał: „Zarówno Vance, jak i Rubio należą do grona największych talentów politycznych, jakie Partia Republikańska wydała na świat w ostatnich dekadach; z entuzjazmem poparłbym każdego z nich jako kandydata na prezydenta”. 

Rywalizacja między Vancem a Rubio toczy się w dużej mierze za zamkniętymi drzwiami. Niedługo będzie o niej coraz głośniej.

 

NAJNOWSZE