Nie ulega wątpliwości, że gdyby nie zaangażowanie Stanów Zjednoczonych, w tym samego Donalda Trumpa, do uwolnienia Poczobuta by nie doszło. We wrześniu ubiegłego roku, podczas swojej pierwszej zagranicznej podróży po zaprzysiężeniu, prezydent Karol Nawrocki zwrócił się do amerykańskiego przywódcy z prośbą o pomoc w rzeczonej sprawie. Gdy podawano informacje o kolejnych grupach uwolnionych więźniów politycznych, zawsze wypatrywaliśmy, czy wśród nich jest Andrzej Poczobut. W mijającym tygodniu to się wreszcie stało. Myślę, że wszystkim środowiskom w Polsce zależało na tym, by gehenna bohatera Polski i prodemokratycznej Białorusi wreszcie się skończyła, i każdemu, kto się do tego przyczynił, należą się podziękowania, niezależnie od politycznych barw. Patrząc na zdjęcia Poczobuta, zrobione tuż po uwolnieniu, odnoszę wrażenie, że być może był to ostatni moment, by wydostać go z łukaszenkowskich kazamat żywego. Dajmy bohaterowi teraz czas na odbudowę zdrowia, odpoczynek i bycie z najbliższymi.
Pięć lat piekła
Andrzej Poczobut jest wolny. Wreszcie wolny. Myślę, że dla wszystkich osób, które przez tych pięć lat usilnie apelowały o działania i pamiętały o bezprawnie więzionym na Białorusi Polaku, to jak dotąd najważniejsza informacja tego roku.