Donald Tusk potrafi jednego dnia mówić, że zagraża nam bestia ze Wschodu, a my powinniśmy pakować plecaki ewakuacyjne oraz budować schrony w domach, aby następnego dnia jako premier spędzić cały dzień na planie serialu „Ranczo”. I tak się poruszamy od ściany do ściany. Jednego dnia atakują nas rosyjskie rakiety i szef gabinetu się sroży, a następnego dnia widać, jak ogląda wyścigi kolarskie. I zwykły człowiek nie wie, co ma o tym myśleć. Na dłuższą metę to szkodliwe – ogół pomyśli, że sytuacja nie jest tak poważna, skoro władza nadal się bawi. Granie dla dwóch baniek skrajnie różnych scenariuszy sprawi, że znów będziemy mądrzy po szkodzie.