Wtedy największym problemem byli podchmieleni bezdomni, śpiący na Plantach i buszujący po śmietnikach. Irytujące były panie z parasolkami, nagabujące mężczyzn do skorzystania z ofert nocnych klubów. Po dekadzie centrum zmieniło się nie do poznania. Naganiaczami są również młodzi mężczyźni około trzydziestu lat. W co drugiej bramie kamienic leży – albo w najlepszym wypadku siedzi – ktoś pod wpływem alkoholu lub narkotyków, bez jakiegokolwiek kontaktu z rzeczywistością. I nie były to obrazki imprezowiczów nad ranem, lecz koło północy. Ceny odstraszają kogokolwiek racjonalnego od korzystania z barów i restauracji. Od lat robi się wszystko, by uprzykrzyć Krakowianom życie. Pogłębia się ewidentnie trend wypychania ich poza obrzeża centrum. Ma być ono zarezerwowane dla bogatych turystów, najlepiej bogaczy z zagranicy, dla których ponad 20 zł za tosty w studenckiej knajpie to nie jest duży wydatek. Zastanawiam się tylko, jak obecni żacy mogą się utrzymać w Krakowie.