Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Piotr Gociek
24.08.2026 13:01

Mistrzowie picu z uśmiechniętej Polski

Po informacji o tym, że „Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska”, za który polscy podatnicy zapłacili 200 tys. zł, został wygenerowany niemal w całości przez AI, pozwoliłem sobie na żarcik: jak się nie ma własnej inteligencji, to się sięga po sztuczną. Ale sprawa jest dużo poważniejsza. Raport został zamówiony przez fundację Marka Polska Think Tank, tę samą, której szefuje Barbara Mróz-Gorgoń powołana przez Donalda Tuska 29 lipca na stanowisko pełnomocniczki rządu ds. promocji marki Polski. Mróz-Gorgoń już tą pełnomocniczką nie jest, bo złożyła w piątek dymisję. Opatrzyła ją zresztą kuriozalnym tłumaczeniem: „przy niewyobrażalnej skali hejtu niemożliwe jest pełnienie tak odpowiedzialnej roli”.

Profesor Mróz-Gorgoń to najwybitniejsza w Polsce specjalistka od kształtowania marki – mówił premier Donald Tusk podczas prezentacji nowej twarzy na rządowym zapleczu. W ciągu trzech tygodni okazało się, że ta wybitna specjalistka nie ma pojęcia, jak kształtować wizerunek własnego urzędu. Inna sprawa, że weszła na miny rozmieszczone przez innych: Polska Organizacja Turystyczna pokazała spoty kampanii za 7 mln zł, które mają promować Polskę za granicą. Słowo „obciach” nie będzie przesadą; pomysł, by reklamować „markę Polska” Lechem Wałęsą, Marylą Rodowicz czy Anją Rubik, to mniej więcej ten sam poziom myślenia konceptualnego co produkowane w PRL foldery turystyczne z Zakopanem, zespołem Śląsk oraz kolumną Zygmunta. Wyszło też na jaw, że gwiazdka erotycznego portalu OnlyFans ma być jedną z ambasadorek pamięci o Powstaniu Warszawskim – i tu także Ministerstwo Sportu i Turystyki musiało pilnie zrywać współpracę ze Stowarzyszeniem 44, przypominać, że patronat ministerstwa miał charakter li tylko honorowy, że nikt o niczym nie wiedział i niczego nie akceptował.

Wszystkie kary na nią idą 

Wszystko to poszło na konto Mróz-Gorgoń – ktoś powie, że niesłusznie, ale przecież jak się chciało dostać rower i na niego wsiadło, to nie ma już innego wyjścia: trzeba pedałować. Wedle słów Tuska z prezentacji nowa pełnomocniczka miała koordynować rozproszone działania rozmaitych struktur; naturalną czynnością w takim przypadku jest na początek przejrzenie szykowanych do publikacji i wdrożenia dokonań. Albo Mróz-Gorgoń tego nie zrobiła, albo zrobiła i uznała, że kampania POT oraz raport fundacji Marka Polska Think Tank są super, więc można się nimi pochwalić. Co oznacza, że albo zaniedbała podstawowe obowiązki, albo nie jest, delikatnie mówiąc, zbyt mądra i na pewno nie ma kwalifikacji do pełnienia funkcji (z której już na szczęście zrezygnowała).

Pełnomocniczka zniknęła (chwilowo, będzie jakaś inna), ale problem pozostał. Nawet kilka problemów. Po pierwsze: czy pozostałe na promocję Polski pieniądze – 670 mln zł – rozdzielone zostaną między przedsięwzięcia równie kompromitujące jak ów nieszczęsny raport oraz owe nieszczęsne spoty? Tusk podczas powoływania Mróz-Gorgoń zaklinał się, że nie wyda ani jednej dodatkowej złotówki, że nowa pełnomocniczka będzie koordynowała i łączyła to, co było dotąd wydawane osobno w rozmaitych ministerstwach i programach. Wypada więc zapytać, co tam wcześniej takiego wysmażono i kto miał z tego korzyść.

Myślę, że znam odpowiedź na te pytania bez prowadzenia dziennikarskiego śledztwa. Znam, bo znam praktyki Koalicji Obywatelskiej z tego i poprzedniego okresu rządów, trzy dobrze udokumentowane książki o tym napisałem („POzamiatane. Jak Platforma Obywatelska porwała Polskę”, „POgrobowcy. Po co partii Petru Polska” oraz „Analfabet III RP”). Rację mają ci, którzy twierdzą, że działania PR, zasłony dymne, przemysł „przykrywkowy” i sondażomania to znaki charakterystyczne tej formacji. Donald Tusk nie dba o to, jaka jest rzeczywistość, dba jedynie o to, jak jest postrzegana. Dlatego tak pilnie przejmowano na rympał media publiczne w roku 2023, dlatego wielką wagę przykłada się w rządzie do zaduszania finansowego niezależnych mediów, dlatego tak wielkie pieniądze kieruje do sprzymierzonych z KO mediów (od Czerskiej do Wiertniczej, od portali do fundacji). Rządzenie oparte na picu – to znaczy na dbałości o sprawy wizerunkowe – wymaga jednorodności przekazu, wszelkie odmienne opinie rozbijają obraz kraju szczęśliwego z rządów ludzi mądrych, dobrych, uśmiechniętych i europejskich. Czyli – normalnych.

Dotowanie swoich

Skoro pic i ściema są tak ważnymi elementami systemu władzy, to nic dziwnego, że i ludzie od picu powinni być dopieszczeni. Przerabialiśmy to w latach 2007–2015, za poprzednich rządów PO. Kasa wydawana na organizację imprez ku czci rocznicy wejścia Polski do Unii, państwowe pieniądze ze spółek dla Owsiaka i rozmaitych innych fundacji, dotacje dla zaprzyjaźnionych think tanków i tak dalej. Krzysztof Materna nigdy nie przyznał się publicznie do tego, jakiej wysokości honorarium otrzymał w roku 2011 od rządu PO za prowadzenie uroczystego koncertu inaugurującego polską prezydencję w Unii Europejskiej. Nieoficjalnie mówiło się o kwocie ponad 100 tys. zł. Jaka jest prawda – nie wiem.

Wiem jednak, że ręka rękę myje i system działa tak, że w zamian za strumień pieniędzy płynący tam, gdzie trzeba – czyli do ludzi od picu – polityczny mecenas otrzymuje talenty i usługi, które przejawiają się wcale nie w rozmaitych akcjach promocji Polski czy innych kosztownych wygłupach, o których ministerstwa oficjalnie informują. To, co najważniejsze, dzieje się za kulisami, gdzie się ustala, która „akcja społeczna” dziwnym trafem będzie skoordynowana z wyborami, który „autorytet” zblatowany z władzą będzie jej twarzą i kto ma przeprowadzić jakąś „apolityczną” kampanię profrekwencyjną.
Pamiętam też obsesję PO na punkcie nowych logotypów, akcji, symboli i tak dalej – najwyraźniej godło Polski, polska flaga i inne elementy tradycji bardzo ją uwierają. Mieliśmy więc czekoladowego orła – akcję prezydenta Bronisława Komorowskiego. Mieliśmy idiotyczny konkurs na logo promocji Polski, w którym wygrała sprężynka (kto nie pamięta, niech zajrzy na stronę logodlapolski.pl), oczywiście była to inicjatywa Radosława Sikorskiego. I tak dalej. ­Ojkofobia PO/KO przejawia się także w warstwie symboli.

Inna sprawa, że jest coś głęboko sowieckiego w wierze, iż słowa mają moc sprawczą i realnie modyfikują rzeczywistość. Wystarczy jakąś grupę nazwać „kolektywem” i już dostajemy coś wyjątkowego, nowego, zamiast po prostu grupy ludzi działających wspólnie. Dzieje komunistycznej nowomowy opisywano wielokrotnie, ale nie jest to relikt przeszłości; dziś w Rosji zamiast wojny mamy „specjalną operację wojskową”, zamiast kryzysu paliwowego „czasowe zakłócenia dostaw” i tak dalej. Platforma wykształciła własną nowomowę, język uśmiechniętej Polski. Specjaliści od picu wciąż zarabiają na niej pieniądze. A w realu z uśmiechniętej Polski i jej logotypów zostało tylko brutalne polityczne pałkarstwo, łamanie konstytucji i zamykanie do więzień niewinnych ludzi, żeby wycisnąć z nich zeznania do politycznych procesów. Chcecie symbolu obecnej Polski? Proponuję żurek. Niekoniecznie zupę.


Piotr Gociek – pisarz, publicysta, krytyk, związany z tygodnikiem „Do Rzeczy” i portalem Literacki.com.pl; gospodarz kanału YT „Piotr Gociek zaprasza”. Niedawno ukazała się jego nowa książka „Wróbel galaktyki”.

 

NAJNOWSZE