Profesor Mróz-Gorgoń to najwybitniejsza w Polsce specjalistka od kształtowania marki – mówił premier Donald Tusk podczas prezentacji nowej twarzy na rządowym zapleczu. W ciągu trzech tygodni okazało się, że ta wybitna specjalistka nie ma pojęcia, jak kształtować wizerunek własnego urzędu. Inna sprawa, że weszła na miny rozmieszczone przez innych: Polska Organizacja Turystyczna pokazała spoty kampanii za 7 mln zł, które mają promować Polskę za granicą. Słowo „obciach” nie będzie przesadą; pomysł, by reklamować „markę Polska” Lechem Wałęsą, Marylą Rodowicz czy Anją Rubik, to mniej więcej ten sam poziom myślenia konceptualnego co produkowane w PRL foldery turystyczne z Zakopanem, zespołem Śląsk oraz kolumną Zygmunta. Wyszło też na jaw, że gwiazdka erotycznego portalu OnlyFans ma być jedną z ambasadorek pamięci o Powstaniu Warszawskim – i tu także Ministerstwo Sportu i Turystyki musiało pilnie zrywać współpracę ze Stowarzyszeniem 44, przypominać, że patronat ministerstwa miał charakter li tylko honorowy, że nikt o niczym nie wiedział i niczego nie akceptował.
Wszystkie kary na nią idą
Wszystko to poszło na konto Mróz-Gorgoń – ktoś powie, że niesłusznie, ale przecież jak się chciało dostać rower i na niego wsiadło, to nie ma już innego wyjścia: trzeba pedałować. Wedle słów Tuska z prezentacji nowa pełnomocniczka miała koordynować rozproszone działania rozmaitych struktur; naturalną czynnością w takim przypadku jest na początek przejrzenie szykowanych do publikacji i wdrożenia dokonań. Albo Mróz-Gorgoń tego nie zrobiła, albo zrobiła i uznała, że kampania POT oraz raport fundacji Marka Polska Think Tank są super, więc można się nimi pochwalić. Co oznacza, że albo zaniedbała podstawowe obowiązki, albo nie jest, delikatnie mówiąc, zbyt mądra i na pewno nie ma kwalifikacji do pełnienia funkcji (z której już na szczęście zrezygnowała).
Pełnomocniczka zniknęła (chwilowo, będzie jakaś inna), ale problem pozostał. Nawet kilka problemów. Po pierwsze: czy pozostałe na promocję Polski pieniądze – 670 mln zł – rozdzielone zostaną między przedsięwzięcia równie kompromitujące jak ów nieszczęsny raport oraz owe nieszczęsne spoty? Tusk podczas powoływania Mróz-Gorgoń zaklinał się, że nie wyda ani jednej dodatkowej złotówki, że nowa pełnomocniczka będzie koordynowała i łączyła to, co było dotąd wydawane osobno w rozmaitych ministerstwach i programach. Wypada więc zapytać, co tam wcześniej takiego wysmażono i kto miał z tego korzyść.
Myślę, że znam odpowiedź na te pytania bez prowadzenia dziennikarskiego śledztwa. Znam, bo znam praktyki Koalicji Obywatelskiej z tego i poprzedniego okresu rządów, trzy dobrze udokumentowane książki o tym napisałem („POzamiatane. Jak Platforma Obywatelska porwała Polskę”, „POgrobowcy. Po co partii Petru Polska” oraz „Analfabet III RP”). Rację mają ci, którzy twierdzą, że działania PR, zasłony dymne, przemysł „przykrywkowy” i sondażomania to znaki charakterystyczne tej formacji. Donald Tusk nie dba o to, jaka jest rzeczywistość, dba jedynie o to, jak jest postrzegana. Dlatego tak pilnie przejmowano na rympał media publiczne w roku 2023, dlatego wielką wagę przykłada się w rządzie do zaduszania finansowego niezależnych mediów, dlatego tak wielkie pieniądze kieruje do sprzymierzonych z KO mediów (od Czerskiej do Wiertniczej, od portali do fundacji). Rządzenie oparte na picu – to znaczy na dbałości o sprawy wizerunkowe – wymaga jednorodności przekazu, wszelkie odmienne opinie rozbijają obraz kraju szczęśliwego z rządów ludzi mądrych, dobrych, uśmiechniętych i europejskich. Czyli – normalnych.
Dotowanie swoich
Skoro pic i ściema są tak ważnymi elementami systemu władzy, to nic dziwnego, że i ludzie od picu powinni być dopieszczeni. Przerabialiśmy to w latach 2007–2015, za poprzednich rządów PO. Kasa wydawana na organizację imprez ku czci rocznicy wejścia Polski do Unii, państwowe pieniądze ze spółek dla Owsiaka i rozmaitych innych fundacji, dotacje dla zaprzyjaźnionych think tanków i tak dalej. Krzysztof Materna nigdy nie przyznał się publicznie do tego, jakiej wysokości honorarium otrzymał w roku 2011 od rządu PO za prowadzenie uroczystego koncertu inaugurującego polską prezydencję w Unii Europejskiej. Nieoficjalnie mówiło się o kwocie ponad 100 tys. zł. Jaka jest prawda – nie wiem.
Wiem jednak, że ręka rękę myje i system działa tak, że w zamian za strumień pieniędzy płynący tam, gdzie trzeba – czyli do ludzi od picu – polityczny mecenas otrzymuje talenty i usługi, które przejawiają się wcale nie w rozmaitych akcjach promocji Polski czy innych kosztownych wygłupach, o których ministerstwa oficjalnie informują. To, co najważniejsze, dzieje się za kulisami, gdzie się ustala, która „akcja społeczna” dziwnym trafem będzie skoordynowana z wyborami, który „autorytet” zblatowany z władzą będzie jej twarzą i kto ma przeprowadzić jakąś „apolityczną” kampanię profrekwencyjną.
Pamiętam też obsesję PO na punkcie nowych logotypów, akcji, symboli i tak dalej – najwyraźniej godło Polski, polska flaga i inne elementy tradycji bardzo ją uwierają. Mieliśmy więc czekoladowego orła – akcję prezydenta Bronisława Komorowskiego. Mieliśmy idiotyczny konkurs na logo promocji Polski, w którym wygrała sprężynka (kto nie pamięta, niech zajrzy na stronę logodlapolski.pl), oczywiście była to inicjatywa Radosława Sikorskiego. I tak dalej. Ojkofobia PO/KO przejawia się także w warstwie symboli.
Inna sprawa, że jest coś głęboko sowieckiego w wierze, iż słowa mają moc sprawczą i realnie modyfikują rzeczywistość. Wystarczy jakąś grupę nazwać „kolektywem” i już dostajemy coś wyjątkowego, nowego, zamiast po prostu grupy ludzi działających wspólnie. Dzieje komunistycznej nowomowy opisywano wielokrotnie, ale nie jest to relikt przeszłości; dziś w Rosji zamiast wojny mamy „specjalną operację wojskową”, zamiast kryzysu paliwowego „czasowe zakłócenia dostaw” i tak dalej. Platforma wykształciła własną nowomowę, język uśmiechniętej Polski. Specjaliści od picu wciąż zarabiają na niej pieniądze. A w realu z uśmiechniętej Polski i jej logotypów zostało tylko brutalne polityczne pałkarstwo, łamanie konstytucji i zamykanie do więzień niewinnych ludzi, żeby wycisnąć z nich zeznania do politycznych procesów. Chcecie symbolu obecnej Polski? Proponuję żurek. Niekoniecznie zupę.
Piotr Gociek – pisarz, publicysta, krytyk, związany z tygodnikiem „Do Rzeczy” i portalem Literacki.com.pl; gospodarz kanału YT „Piotr Gociek zaprasza”. Niedawno ukazała się jego nowa książka „Wróbel galaktyki”.