Głód? Nie ma go, bo na ulicy leżą mirabelki, a szczawiu na nasypach nikt nie zbiera. Inflacja 20-proc.? To okazja, by jeść 25 proc. mniej – będzie taniej. Drogie masło? Lepiej pieczywo skrapiać oliwą i wcinać bułki bez masełka. Wszystkie wypowiedzi sparafrazowałem, ale one realnie padły ze strony polityków i ich bezpośredniego zaplecza. Wszystkie one padają, gdy aktorzy życia publicznego tracą kontakt z rzeczywistością. Te komentarze niosą ze sobą ładunek emocjonalny, poprzez który zapracowana elita rządząca z wyższością mówi Polakom, co mają robić. To symptom upadającej władzy. Tak trzeba odebrać wypowiedź ministra rolnictwa i rozwoju wsi Stefana Krajewskiego – zapytany o wzrost cen kawy o 300 proc. powiedział, że Polacy przerzucą się na… napój z żołędzi. Schyłkowość w obozie władzy widać już codziennie.