Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Grzegorz Wszołek
22.05.2026 09:35

Medialny atak na asystentkę Sakiewicza

Najpierw „uśmiechnięci” pod wpływem małżeństwa Brejzów rzucili się na Bogu ducha winną asystentkę po fałszywym zgłoszeniu o próbie samobójczej dziecka w biurze-domu Tomasza Sakiewicza, serwując nam teorie rodem z esbeckich motywów. Potem strategię kontynuowała już policja za pośrednictwem portalu TVN24, informując, że prezes Republiki w czasie policyjnej interwencji przebywał w swoim mieszkaniu „bez spodni”. Ta insynuacja – kompletnie bez znaczenia – również ma poniżyć współpracowniczkę redaktora Sakiewicza i dorobić gębę środowisku konserwatywnych dziennikarzy. Od piątku trwa festiwal pogardy i niekompetencji, który próbuje się przykryć, robiąc z ofiar sprawców kryzysu państwa rządzonego przez Donalda Tuska.

Mimo upływu pięciu dni od eskalacji hybrydowych ataków na Republikę i „Gazetę Polską” polskie służby wciąż nie wiedzą, kto stoi za nękaniem największej stacji informacyjnej w Polsce. Obserwując ciąg wydarzeń i przede wszystkim komunikaty, jakie serwują nam przedstawiciele MSWiA oraz policji, nie wspominając o politykach KO, można mieć wrażenie, że kompletnie nie zależy im na wyjaśnieniu niebezpiecznych ataków kaskadowych. Ba, najbardziej radykalni harcownicy wydają się wręcz zachwyceni możliwością gnębienia dziennikarzy, z którymi im nie po drodze. Trudno uwierzyć w przypadek, gdy nawet sama stołeczna policja pisze w oświadczeniach o możliwym wschodnim wątku całej sprawy, a politycy i zblatowani z władzą dziennikarze zaczynają serwować coraz usilniej wersje, jakich nie powstydziłyby się putinowskie media w czasie nalotów na niezależne redakcje. 

Minęło kilka godzin i wymyślili

Jeszcze w piątek, gdy policja wtargnęła do domu Tomasza Sakiewicza, gdzie mieści się również biuro „Gazety Polskiej”, sygnał do rozmydlania tematu i ataku na dziennikarzy dało małżeństwo Brejzów. Co do europosła – trudno się spodziewać po nim czegokolwiek racjonalnego. Dekadę temu od jednego z dziennikarzy TVN24 usłyszałem taki oto komplement pod jego adresem, że to jeden z nielicznych, który czyta gazety i książki w bibliotece. Czas pokazał, że zachwyt nad nim w liberalnym środowisku był przedwczesny. Nietuzinkowy talent polityka sprowadzał się do składania interpelacji zgodnych z projektami ówczesnego szefostwa SKW, które zawarło współpracę z Rosją po katastrofie smoleńskiej. Te odnaleziono po 2015 r. w tzw. Centrum Eksperckim Kontrwywiadu NATO, co opisał dokładnie serial „Reset”. Gdy Tomasz Sakiewicz w piątek napisał na portalu X, że wtargnęła do jego domu policja i skuła asystentkę, Brejza zareagował: „Ale fejk. Asystentkę? W domu? „Konserwatywnego” propagandzisty? Przecież, to się nie klei”. Machina ruszyła. Jego żona, również z zasięgami, poszła jeszcze dalej w insynuacjach. „Trzeba mieć tupet wywalony w kosmos, żeby sytuację typowo obyczajową prezentować ludziom jako rzekomy atak na wolne media. Coś paskudnego” – napisała Dorota Brejza, adwokat (sic!) z zawodu. „Przez wiele lat byłam adwokatem rozwodowym. Zbyt wiele widziałam i słyszałam, żeby uwierzyć w »atak na media«, »asystentkę« i pozostałe treści, które pisowcy i Republika próbują sprzedać opinii publicznej. Szanowni państwo, niczym innym się w tej sprawie nie zajmujecie, jak czyjąś brudną obyczajówką” – kontynuowała swój podły „spin”. Możliwe interpretacje takich reakcji państwa Brejzów są dwie. Albo oni tak bardzo nienawidzą red. Sakiewicza i Republiki, że posuną się do każdego draństwa w komentarzach, albo zawsze utożsamiają wizytę asystentki z redaktorami naczelnymi w kategoriach seksualnych. Jeśli rzeczywiście tak jest, to polityczne małżeństwo powinno bardziej skupić się na własnym zdrowiu psychicznym, niż zatruwać media społecznościowe chorymi skojarzeniami. 

TVN24 odwraca kota ogonem

Z odsieczą ruszył też platformerski ksiądz Kazimierz Sowa – ten sam, którego uwiera koloratka w publicystycznych programach TVN24. – To mówicie, że asystentki redaktorów, zwłaszcza naczelnych, mają obowiązek świadczenia pracy w systemie 24/7 ze szczególnym uwzględnieniem przebywania w ich, tzn. owych redaktorów, mieszkaniach prywatnych? Ciekawe, byłem redaktorem naczelnym długie lata, ale nie wiedziałem – oznajmił duchowny pełen miłosierdzia względem bliźniego. Po pierwsze, akurat księdzu nie wypada nikomu wytykać niestosowności w relacjach damsko-męskich, nawet jeżeli dotyczą tylko spraw biznesowych. Po drugie, Sowa był tak skutecznym redaktorem naczelnym, że pod jego rządami padły dwa duże projekty dla letnich katolików – Telewizja Puls i Religia TV. W kwestiach własnych doświadczeń powinien zatem łaskawie milczeć. Nie mogło też zabraknąć oszczerstw Romana Giertycha pisanych jak zwykle z czerstwym humorem. „Sąsiad Sakiewicza uznał pewnie, że poprzez swój e-mail do Rzecznika Praw Dziecka nagłośni fakt, że szef TV Republika pracuje dla Polski ze swoją asystentką nawet w piątek wieczorem. To musiał być zwolennik PiS, który chciał nagłośnić pracowitość liderów swej partii” – oceniał w piątek po najściu policji. To było oczywiste uderzenie w asystentkę prezesa Republiki i kolejny sygnał do ataków dla trolli. 

Najnowszy próbę odzierania z godności niewinnej kobiety zawarto w publikacji Roberta Zielińskiego w Tvn24.pl. Muszę przyznać, że nawet weekendowy artykuł w „Gazecie Wyborczej” na temat najścia na dom-biuro red. Sakiewicza był o wiele bardziej wyważony niż ten wytwór policyjnej wyobraźni. Redaktor, przekazując doniesienia warszawskich mundurowych, doniósł, że Tomasz Sakiewicz w chwili interwencji policji był „niekompletnie ubrany od pasa w dół”, a funkcjonariusze wzbraniają się przed publikacją nagrania z najścia, dbając rzekomo o wizerunek prezesa telewizji. Te bzdury powtarzał w TVN24 minister Marcin Kierwiński. Takiej bezczelności nie zaprezentowali nawet Brejzowie z Giertychem na portalu X. Prezes Republiki jest ostatnią osobą, którą chciałoby „ratować” kierownictwo MSWiA. Gdyby na nagraniach było cokolwiek kompromitującego dla Tomasza Sakiewicza, policja natychmiast opublikowałaby je we własnej obronie. Z dotąd puszczonych fragmentów i filmu prezesa Sakiewicza wynika bez żadnych wątpliwości to, że policjanci nie chcieli się wylegitymować, zachowywali się grubiańsko i natychmiast – bez powodu – skuli asystentkę redaktora w obliczu „kryzysu psychicznego przebywającego w mieszkaniu dziecka”, którego tam w ogóle nie było. Wbrew insynuacjom wcześniej w domu przebywały teściowa i żona. Widać wyraźnie metodę ataku – najpierw zarzucano skutej kobiecie, że była agresywna i nie współpracowała z policjantami. Kiedy pokazano nagrania, skupiono się już tylko na ubiorze prezesa Republiki we własnym domu i obecności asystentki. Czy czegoś nam to nie przypomina?  

Ataki na kobiety to chleb powszedni tych rządów 

Gdy ABW zatrzymywała ks. Michała Olszewskiego, liberalne media rozpowszechniały manipulacje o tym, że przebywał w towarzystwie kobiety w hotelu. Celem było skojarzenie duchownego z niecnym uczynkiem i brakiem moralności. Tymczasem duchowny nocował w domu przyjaciół z fundacji – zgadzało się tylko to, że była tam kobieta. Bardziej drastyczne przykłady na urządzanie piekła kobiet to sposób traktowania byłych urzędniczek resortu sprawiedliwości w tymczasowych aresztach, gdzie były m.in. podglądane przez strażników i dręczone włączonym w celi ostrym światłem. Była współpracowniczka Mateusza Morawieckiego, Anna Wójcik, w innej sprawie politycznej (RARS) siedziała w areszcie mimo pogarszającego się stanu dziecka ze spektrum autyzmu w trakcie izolacji. I byłoby tak dalej, gdyby nie presja i nagłośnienie skandalu ze strony Republiki. Wreszcie warto wspomnieć o oburzającej historii z ubiegłego roku, gdy na pogrzeb swojego dziecka Straż Więzienna przywiozła Magdalenę W. w kajdanach i uniformie więziennym prosto z zakładu karnego. Matce odebrano czteromiesięcznego synka, który zmarł kilka dni po przekazaniu rodzinie zastępczej. Upokorzona kobieta niedługo po nagłośnieniu tej tragicznej historii została wypuszczona z więzienia. Teraz na celownik politycy obozu władzy wzięli przypadkową kobietę – tylko dlatego, że zjawiła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Tymczasem sprawcy kaskadowych ataków – rozszerzyły się one na wPolsce24 oraz prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – pozostają bezkarni. 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE