Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,ks. Jarosław Wąsowicz SDB,
11.05.2019 14:00

Lwy Północy punktują PZPN

Nie milkną echa tegorocznego pojedynku finałowego o Puchar Polski. Piłkarskie święto i wielki sukces Lechii, która sięgnęła po to trofeum po raz drugi w swojej historii, zostały zakłócone skandalicznym incydentem rozgrywającym się przez parę godzin przed Stadionem Narodowym w Warszawie.

Kilka tysięcy fanów gdańskiej drużyny nie mogło wejść na stadion przez opieszałość ekipy porządkowej odpowiedzialnej za sprawdzenie kibiców udających się na mecz. Efekt był taki, że pierwsza połowa finału odbywała się bez udziału fanów biało-zielonych, którzy w słońcu i ścisku oczekiwali na wejście na stadion. Mogło ponadto dojść do tragedii przed stadionem, gdzie emocje sięgały zenitu. Interweniowała policja, było gazowanie, wiele osób zasłabło, w tym dziewczyna.

Już po spotkaniu oświadczenie w związku z zaistniałą sytuacją wydał PZPN, oczywiście winy szukając wyłącznie po stronie kibiców. W środę odniosło się do niego Stowarzyszenie Kibiców Lechii Gdańsk „Lwy Północy”.

Niestandardowe zachowanie ochrony

Kibice zauważają, że z ich strony nikt nie miał problemu z tym, iż będzie sprawdzany przed wejściem na mecz. Takie są procedury i to dla kibiców jest oczywiste. Chodzi jednak o formę tej czynności, która nie mieściła się w żadnych standardach.

W oświadczeniu stowarzyszenia czytamy: „Ok. godz. 12 brama została rozwarta na jakieś cztery metry, za nią ustawiono sześć torów do weryfikacji biletów, którymi przechodziło się do ok. 15 stanowisk, gdzie każdy wchodzący był sprawdzany. Wszystko to na trybunę, na którą wejść miało 11 tys. kibiców. Wtedy też swoje kompetencje zaprezentowała firma ochroniarska i jej pracownicy służby informacyjnej sprawdzający kibiców wchodzących na stadion. Osoba wchodząca na stadion powinna zostać sprawdzona/obszukana, a nie przeszukana. Jeśli do kogokolwiek były jakieś zastrzeżenia, to po bokach były przygotowane miejsca do dokonania przeszukania – i wszystkie osoby wskazane przez ochronę się tam udawały bez żadnych zbędnych dyskusji czy awantur. Pracownicy ochrony zostali wyposażeni w rękawiczki dopiero po naszej interwencji, każda osoba wchodząca była nie tylko dotykana w miejsca intymne, co wręcz uderzana, podnoszona była każda część ubrania”.

Dalej czytamy: „Pracownicy ochrony na nasze uwagi odnośnie do ich pracy reagowali pyskówkami. Zwracaliśmy uwagę, że przy takim tempie oraz formie sprawdzania i liczbie wpuszczanych osób wszyscy kibice wejdą na stadion po meczu. Ochroniarze stwierdzili, że jak będą chcieli, to mogą każdego sprawdzać nawet 10 minut – a mówimy o rutynowym obszukaniu przy wejściu na stadion. Na tego typu zachowania nie mogliśmy pozwolić, dlatego ok. godz. 12.45 podjęliśmy decyzję, że zaprzestajemy wchodzenia na stadion, dopóki firma ochroniarska nie zacznie się stosować do normalnej procedury wpuszczania na stadion”.

Policja pałuje i gazuje

Tymczasem mimo pertraktacji przedstawicieli stowarzyszenia kibiców sytuacja nie ulegała zmianie, a na stadion przybywało coraz więcej fanów gdańskiej Lechii. W tym czasie wzmocniono przy wejściach kordony policji. W swoim oświadczeniu kibice stwierdzają: „Nie wiemy, czemu miało to służyć, ale z pewnością nie pomogło w lepszym wpuszczaniu na stadion, tym bardziej że od tego momentu brama wejściowa była otwarta na szerokość niecałych dwóch metrów – czyli tysiące ludzi czekających na wejście musiało przejść przez dwa korytarze barierek”.

Dalej jest jeszcze bardziej dramatycznie: „Ok. godz. 14 przy wejściach kontroli biletów na ziemię upadła młoda dziewczyna. Kibice sami w tym tłumie podjęli się próby jej ratowania, wezwane zostały służby medyczne. Wybuchła ogólna panika, ludzie gnietli się przy wejściu – całe rodziny z dziećmi. Co robi policja w tym momencie? Zamyka wejście na stadion, stawia podwójne zasieki, pałuje, gazuje gniotących się w tłumie kibiców. Zagazowane osoby, które próbują się wydostać na wolną przestrzeń, są spychane tarczami do środka tłumu. Ludzie zgromadzeni na końcu, słysząc odgłosy paniki i widząc latające w górze pałki policyjne, nacierają na przód”.

Ta relacja jest wstrząsająca: „W tym momencie kończą się żarty, każdy zdaje sobie sprawę, że jesteśmy o krok od tragedii. Ludzie stoją po kilka godzin w słońcu, w tłumie tysięcy ludzi, wciąż napływają kolejni – a tutaj bramy zamknięte, kordony białych kasków tworzą kolejne wąskie gardła. Po wielu nawoływaniach wreszcie bramy zostały otwarte, przestój trwał niemalże godzinę, staraliśmy się, aby w pierwszej kolejności tłum przepuścił rodziców z dziećmi oraz osoby starsze. Przyśpieszyła również procedura wchodzenia na stadion – tylko czy potrzeba było do tego aż takiego zamieszania i wybuchu paniki? Na szczęście dziewczynie przetransportowanej przez służby medyczne nic poważnego się nie stało”.

Zanim dojdzie do tragedii

Cytowane szeroko przeze mnie oświadczenie diametralnie różni się od tego, które na temat wydarzeń z 2 maja wydała piłkarska centrala. Niestety, dzieje się tak nie pierwszy raz. Piłkarskie święto mogło zostać zrujnowane przez nieodpowiedzialne zachowania – ale nie kibiców, tylko organizatorów finału Pucharu Polski. Oni po wszystkim umyli ręce i jak zwykle wszelkimi niedociągnięciami obarczyli kibiców. Impreza się odbyła i jest pięknie.

Może jednak wreszcie ktoś wsłucha się w głos ludzi z kibicowskiego stowarzyszenia, którzy przez cały sezon robią wiele, aby fani ich drużyny mogli bezpiecznie dopingować swoją drużynę podczas ligowych i pucharowych rozgrywek. Warto ich posłuchać, zanim przed jakimś stadionem naprawdę dojdzie do tragedii.

NAJNOWSZE